Życie na meteorycie

Wątpliwości pojawiły się po raz pierwszy w 1996 r. za sprawą tzw. meteorytu marsjańskiego. Ten liczący sobie 4 mld lat kawałek kosmicznej skały został znaleziony w lodach Antarktydy. Badania pozwoliły zidentyfikować go jako pochodzący z Marsa. Istnieje możliwość, że podczas uderzenia w powierzchnię planety szczególnie dużego obiektu – komety lub asteroidy, dochodzi do tak potężnej eksplozji, że fragmenty skał zostają wyrzucone w przestrzeń kosmiczną, gdzie dryfują przez miliony lat, aż zostaną pochwycone przez grawitację innej planety – w tym wypadku Ziemi. W taki sposób kawałek Marsa mógł trafić na powierzchnię naszej planety. Podczas badań okazało się, że wewnątrz znajdowały się widoczne pod mikroskopem struktury, przypominające skamieliny kolonii bakterii.

Kiedy odkrycie zostało ogłoszone, wybuchła sensacja, a fragmenty „marsjańskiego” meteorytu wystawiono w kwaterze głównej NASA w Waszyngtonie. Ponieważ w grę wchodziły mineralne odciski organizmów bakterii, bardzo trudno było dowieść, czy to, co widzimy, jest śladem pozostawionym przez obiekt należący do przyrody ożywionej, czy nietypowym śladem procesów geologicznych. Meteoryty mogły też zostać „zakażone” bakteriami już po dotarciu na Ziemię. Liczba krytyków i sceptyków rosła, a dowody, które autorzy odkrycia mogli im przeciwstawić, nie były imponujące. Stopniowo sprawa „marsjańskiego meteorytu” została jeśli nie zapomniana, to odłożona ad acta.

Obecnie problem powraca w zbliżonej formie. Richard Hoover twierdzi, że znalazł dowody występowania tzw. biomarkerów – skamielin mikroorganizmów zbliżonych do sinic wewnątrz trzech meteorytów. Zdaniem uczonego te struktury zawierają związki węgla, ale prawie w ogóle nie zawierają azotu. Jest prawie pewne, że wątpliwości, które pojawią się obecnie, będą bardzo podobne jak w poprzednim wypadku – sceptycy będą twierdzić, że są to struktury geologiczne bądź ślady ziemskich bakterii.

Stawka jest wysoka, ponieważ w grę wchodzi jedno z...
[pozostało do przeczytania 18% tekstu]
Dostęp do artykułów: