Anioł stróż odwiedza pustostany

Miał potworną ranę na nodze. Zalęgły się w niej robaki, a smród gnijącego mięsa był nie do wytrzymania. Pół roku zajęło, zanim ten człowiek pozwolił nam sobie pomóc – opowiada Jakub, który przez kilka lat pracował z bezdomnymi. Każdego roku, szczególnie zimą, tysiące osób podobnych do Jakuba chodzą po ogródkach działkowych, pustostanach, parkach itp. Szukają bezdomnych, chcą im pomóc. To streetworkerzy

Bezdomność rzadko jest wyborem. Niekiedy jest sumą wielu dramatycznych wydarzeń, na które pokrzywdzony nie do końca miał wpływ. Bezdomność wiąże się ze wstydem. Ludzie bez dachu nad głową często krępują się iść do miejskich noclegowni czy poprosić o pomoc instytucje albo fundacje.

Kto może być streetworkerem?

Szczególnie w okresie zimowym, kiedy temperatura spada poniżej zera, wielu z nich szuka schronienia w pustostanach, na terenie ogródków działkowych czy w węzłach ciepłowniczych. Według szacunków w Polsce jest od 30 do 40 tys. osób nieposiadających dachu nad głową.

Tutaj zaczyna się rola streetworkerów, którzy odnajdują tych bezdomnych i pomagają im przetrwać najmroźniejsze dni. Kto może być streetworkerem? Praktycznie każdy, chociaż w większości są to ludzie młodzi. Zazwyczaj po studiach związanych z socjologią lub pedagogiką, ale ich wykształcenie to sprawa drugorzędna. Można skończyć studia, zrobić kursy, ale gdy w parze z edukacją nie idą pasja i nadludzka wytrwałość, to taka osoba szybko się wypala.

Bo kto wybrałby jako źródło dochodów chodzenie po pustostanach i śmietnikach w poszukiwaniu bezdomnych i zachęcanie ich do przeprowadzki do schroniska? To zadanie tylko dla ludzi, których cechuje ogromna empatia i odporność psychiczna. – Osoby kierowane do pracy na ulicy muszą być specjalnie przeszkolone, ale i tak ważniejsze jest powołanie. To jest bardzo ciężkie zadanie, aby dotrzeć do nich, zdobyć ich zaufanie i pokazać, że my jesteśmy od pomocy, a nie od oceny – mówi „GP” Anna...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: