Liczyć do skutku!

Jill Stein, była kandydatka partii Zielonych na prezydenta USA, rozpoczęła kampanię, mającą doprowadzić do ponownego przeliczenia głosów w trzech stanach – Michigan, Pensylwania i Wisconsin, co teoretycznie mogłoby dać zwycięstwo Hillary Clinton. Demokraci oficjalnie poparli tę akcję, chociaż mało kto się łudzi, że zakończy się ona sukcesem

Pod koniec kampanii wyborczej Donald Trump powiedział, że wybory mogą być ustawione i że nie zaakceptuje ich wyniku, jeśli będzie miał wątpliwości, że zostały przeprowadzone zgodnie z prawem. Nie powiedział nic oryginalnego – w USA stany same wybierają procedurę głosowania i w tych rządzonych przez demokratów może ona być łatwiej poddana manipulacji (nie wymaga się np. dokumentu ze zdjęciem). Republikanie od lat walczą o uszczelnienie procesu wyborczego. Jednak mimo to Trump spotkał się ze zmasowaną krytyką ze strony Partii Demokratycznej. Zarzucano mu, że nie szanuje demokracji i nie potrafi się pogodzić z przegraną. Wieszczono, że przez te słowa jego zwolennicy po porażce wyjdą na ulice protestować.
Po niespodziewanym wyborczym sukcesie Trumpa sytuacja się odwróciła. Teraz to demokraci szukają wszelkich metod, aby odwrócić wyrok wyborców. Jedną z ostatnich, szeroko komentowanych, jest próba zmuszenia trzech ważnych stanów – Michigan, Pensylwania i Wisconsin – do ponownego przeliczenia głosów.
Inicjatywa ta wyszła od kandydatki Partii Zielonych Jill Stein. Już to było zaskoczeniem. Stein podczas swojej kampanii wielokrotnie atakowała Clinton, np. nazywając ją królową korupcji albo wieszcząc, że jej prezydentura spowoduje wybuch wojny atomowej. We wrześniu powiedziała nawet – ku oburzeniu amerykańskiej lewicy – że Trump jest mniejszym złem. 
Łatwy zarobek
Jedna z popularnych teorii głosi, że cała inicjatywa Stein służy pozyskaniu dodatkowych funduszy dla partii. Osoba, która występuje z wnioskiem o ponowne przeliczenie głosów, musi bowiem pokryć część kosztów – w samym...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: