Polskie czerwce

600 lat temu, w czerwcu 1416 r., podczas Soboru Powszechnego w Konstancji doszło do wielkiego zwycięstwa intelektualnego Polaków nad Krzyżakami. Paweł Włodkowic, rektor Akademii Krakowskiej, rozniósł w pył Jana Falkenberga, przedstawiciela zakonu, wykazując punkt po punkcie, że oszczerstwa wymierzone w Polskę są wierutnymi kłamstwami. Państwo polsko-litewskie, złączone węzłami unii personalnej i politycznej, stawało się nową wartością w Europie – wskazując, że nie tylko miecz, lecz także przywiązanie do ewangelicznych prawd może stanowić o sukcesie w polityce. Duch Wolności błyszczał już wcześniej, ale wraz ze wzrastającą Rzecząpospolitą Obojga Narodów miał z Polski oświecać resztę Starego Kontynentu niezwykłym blaskiem. Ten Duch Wolności budził wściekłość naszych sąsiadów, bo stanowił istotne zagrożenie dla ich wizji sprawowania władzy nad poddanymi. 

Gdy nam tę wolność odebrano, nie mogliśmy pogodzić się z aktem zaboru Ojczyzny. Kolejne bunty i powstania były dowodem na to, że drzemie w nas, jak Mickiewiczowska lawa, siła, która nie daje się ugasić za pomocą knuta i bagnetu. Niektóre erupcje tej ciągle wrzącej materii patriotycznej są doskonale znane – ta listopadowa czy styczniowa. Inne mniej. 
Do takich bardzo mało znanych epizodów naszej historii XIX wieku należy powstanie zabajkalskie, które wybuchło w 1866 r., wzniecone przez skazańców i zesłańców odbywających swoją karę na Syberii. Przez wielu historyków jest nazywane epilogiem powstania styczniowego. Było zrywem romantycznym i choć zupełnie pozbawionym realnych szans powodzenia, to mocno kłopotliwym dla Moskali. Może nie z tego względu, że nie mogliby się z nim uporać – to udało im się dość sprawnie. Ale raczej z tego, jakie znaczenie mogło mieć dla rodaków, którzy zostali w kraju – kolejni męczennicy, kolejne symbole nieugiętej walki mogły wzbudzić dalsze niepokoje. Car zablokował nawet listy, które skazani na śmierć przywódcy buntu napisali do swych rodzin i dopiero w...
[pozostało do przeczytania 96% tekstu]
Dostęp do artykułów: