Dziecko przeżyło aborcję, zmarło w cierpieniach

W wyniku nieudanej aborcji 24-tygodniowe dziecko z zespołem Downa urodziło się żywe. Płakało, a mimo to lekarze i personel Szpitala św. Rodziny w Warszawie nie udzielili mu pomocy. Wcześniak zmarł w cierpieniach. Teraz sprawą zajmie się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów - Z prof. Bogdanem Chazanem, byłym dyrektorem Szpitala św. Rodziny, rozmawia Dorota Łomicka

Czy dziecko urodzone w 24. tygodniu ciąży ma szansę na przeżycie?
Przyjmuje się, że 24. tydzień to granica przeżywalności dziecka poza organizmem matki. Dziecko, które zmarło w Szpitalu św. Rodziny, było duże – miało 23 tygodnie i 6 dni. Nie było więc z góry wiadomo, że po urodzeniu będzie niezdolne do życia.

Czy lekarz w takim wypadku może odmówić udzielenia pomocy?
Uważam, że jeżeli życie człowieka – nawet tak maleńkiego – jest zagrożone, to obowiązkiem lekarza jest udzielenie mu pomocy. Jeżeli nawet lekarz uznał, że w tym przypadku udzielana pomoc miałaby cechy tzw. opieki medycznej uporczywej, czyli narażającej dziecko na dodatkowe cierpienia bez szans na jego przeżycie, to trzeba było mu zapewnić komfort umierania – ciepło, obecność drugiej osoby, leki przeciwbólowe. Z relacji świadków wynika, że tego nie zrobiono.

Śmierć dziecka, któremu nie udzielono pomocy po narodzinach, bardzo poruszyła opinię publiczną. Tymczasem los tysięcy dzieci zabijanych każdego roku wskutek tzw. legalnych aborcji jest często lekceważony. Dlaczego, Pana zdaniem, tak się dzieje?
Dlatego, że konanie tego konkretnego dziecka było bardzo spektakularne. Dziecko, które rodzi się martwe wskutek przeprowadzonej aborcji, przeżywa te same cierpienia jeszcze w drogach rodnych matki. My tego nie widzimy i nie słyszymy. Tutaj z relacji świadków dowiadujemy się, że dziecko po narodzinach płakało, a mimo to nie udzielono mu pomocy. To robi wrażenie na społeczeństwie – i słusznie – ponieważ odkrywa istotę aborcji, którą...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: