Glenn Miller w Ciechocinku

„Małą maturę” (2010 r.) Majewskiego przyjęto u nas chłodno, na „Excentryków” wylała się fala zbytniego entuzjazmu. Dostajemy trochę fajnych scen i kreacji (zwłaszcza Pszoniaka w roli badacza obsesjonata homoseksualizmu), a film pełen jest witalności. Odwilż AD 1958 symbolizuje tu grany namiętnie jazz, swing i boogie, ale reżyser nie próbuje intelektualnej diagnozy, jaką w sensie społecznym, politycznym, nawet narodowościowym dawała „Matura…”. 

Tam był portret kraju w opresji oglądanej przez los wszystkich stanów, tu garść cudaków muzykujących namiętnie, bo niemających nic do roboty. Do znękanego stalinizmem kraju, który dostał właśnie chwilę pieriedyszki, wraca z Londynu Fabian (Stuhr), entuzjasta z trąbką. Jazz był w Polsce przed wojną, wielu zdążyło go pokochać, a i po upiornych dwu dekadach nadal serdecznie pamięta, toteż podejrzany emigrant szybko znajdzie partnerów. Pierwszy będzie milicjant, który miał go sprawdzić (Zborowski), potem dołączy galeria barwnych typów. Wszystko postaci ze skeczu. 
Ze skeczu jest też willa, w której mieszka siostra Fabiana (Bohosiewicz), oraz lekarka i właścicielka (Dymna) nadużywająca alkoholu i papierosów. Zabawne jest kooptowanie i przekomarzania się grajków. Lekko, łatwo i przyjemnie pokazano też dramat czasu, to znaczy próby nawiązania kontaktu z Fabianem jakichś cudaków, konspirantów (niedobitych Żołnierzy Wyklętych?). Grajek ma być pułapką, przynętą, pozwala mu się nawet na sprowadzenie z Zachodu czerwonego jaguara, choć starcie z celnikiem przypomina chłopu, gdzie jego miejsce. Pełen swingu film ukrywa ubeckie podchody, ale ten wątek zostaje przykryty warstwą muzyczną. Także miłosną, z ciekawie poprowadzoną rolą enigmatycznej, groźnej, zjawiskowej kochanki Fabiana (Rybicka).
Ale większość akcji faktycznie rozgrywa się „po słonecznej stronie ulicy”. Muzyka łagodzi obyczaje i nawet zaleczy dolegliwości siostry Fabiana. Panowie grają, panie śpiewają, songi amerykańskich Murzynów...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: