Parę zdań o odpuście i Miłosierdziu

Bóg nie oczekuje od nas rekordowych wyrzeczeń czy wielomiesięcznych postów. Oczekuje jedynie miłości

Rozpoczął się rok Miłosierdzia. „Co to ma ze mną wspólnego?” – myśli czytelnik. Ma, i to dużo. Ale po kolei. Niewiele ponad miesiąc temu w „Codziennej” pisałem o odpustach. O ile sakrament pokuty kojarzy się praktykującym katolikom z ich życiem, to już odpusty najczęściej nie. A są związane z Bożym Miłosierdziem równie silnie jak spowiedź i równie mocno mogą pomóc, w dodatku w perspektywie ostatecznej.
Pisząc w „GPC” o odpustach, miałem wrażenie, że piszę o nich tak, jakby były jakimiś technicznymi zabiegami. Musi być wizyta na cmentarzu pomiędzy 1 a 8 listopada, do tego spowiedź, przyjęta Eucharystia, modlitwa w intencjach papieża, brak przywiązania do grzechu – i... już. Nic z tego. W sprawach duchowych nic nie dzieje się mechanicznie. Szczytem takiego magicznego podejścia do duchowości, z jakim się spotkałem, było stwierdzenie jednego ze znanych kumpli rockandrollowców: odprawiłem dziewięć „pierwszych piątków”, więc na pewno pójdę do nieba, mimo iż od tamtego czasu grzeszę na potęgę; przecież taka obietnica jest z nimi związana.
Spróbuję zatem jeszcze raz napisać o odpustach w perspektywie Bożego Miłosierdzia. Chrześcijaństwo oparte jest na relacji. Na miłosnej relacji z Jezusem. Grzech przerywa kontakt z Bogiem i rani nasze serce. Sakrament pokuty niweluje winę wynikającą z grzechu, nie usuwa jednak jego konsekwencji. Możemy je zrównoważyć dobrymi uczynkami, postem w jakiejś ważnej intencji, modlitwą za bliźnich. Jednak Bóg mówi: choćbyś wydał swoje ciało na spalenie, czyli: wyniszczył je najsurowszymi postami, a miłości byś nie miał – na nic to jest. Bo Bóg nie oczekuje od nas rekordowych wyrzeczeń czy wielomiesięcznych postów. Oczekuje jedynie miłości. Najmniejszy gest spowodowany miłosnym rzutem serca więcej waży od całej wyczynowej ascezy.
I teraz: jeśli za życia nie zdążymy odbudować zniszczeń uczynionych przez...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: