Porządny pogrzeb to latem

Żywiołem braci Coen jest ironia, sarkazm. Mistrzowsko ukazują ludzką marność i przekorę losu. Ale ich zapisy upadku to zarazem kino piękne i dające do myślenia. Choć akurat ze światem westernu w „Męstwie…” obeszli się bracia łagodnie. Mamy tu, owszem, pazernych faktorów, łapaczy ludzi dla nagród, mamy skazanych przestępców, którzy wygłaszają, nim zawisną, swoje przestępcze credo. Jest prymitywny morderca (Brolin), który zabił dobroczyńcę, a potem żeby „poprawić swoją pozycję”, bo „nic mu się nie udaje” – gotów jest zabić jego córkę. Są Indianie handlujący zwłokami, bo można z nich uzyskać wiele rzeczy. Są bandyci, którzy mają swój honor. Oglądamy wreszcie dwu prawdziwych rycerzy prerii – szeryfa Cogburna i strażnika Teksasu – LaBoeuf’a (Damon). Ci, blefując, oszczędzając siebie, targując się, chlając na umór, błądząc czasem i popadając w błazeństwa – robią w końcu to, co należy do mężczyzn, których poprosi o pomoc kobieta – piętnastoletnia Mattie Ross (Steinfeld). Ani oni, ani
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze