Tanzania Partii Rewolucji

Choć już ponad pół wieku temu (1964 rok) zrodzone na gruzach kolonializmu Tanganika i Zanzibar zostały nie bez oporów zszyte w jeden organizm państwowy – Tanzanię – dziś pruje się on w szwach

25 października odbędą się wybory w trzech krajach na świecie: Polsce, Ukrainie (lokalne) i Tanzanii. Te na Czarnym Lądzie budzą najmniejsze zainteresowanie. Warto jednak zerknąć na to, co dzieje się w odległym kraju języka suahili na brzegu Oceanu Indyjskiego.
Ani nie wolność,
ani nie jedność...
Byłem w nim wystarczająco długo, aby stwierdzić, że nazwa państwa Jamhuri ya Muungano wa Tanzania ‒ Zjednoczona Republika Tanzanii – jest nieco na wyrost. Bo ten 44-milionowy kraj jest coraz mniej jednością. Rozrywany ostrym konfliktem politycznym między władzą a opozycją jednocześnie doznaje coraz większego rozdarcia między dwoma sfederalizowanymi krajami: dawną Tanganiką i wyspą Zanzibar (ten drugi ma osobnego prezydenta, premiera i 50-osobowy parlament).
Dewiza państwa: „Uhuru na Umoja” („Wolność i Jedność”) pasuje średnio. Z wolnością dla oponentów władzy nie jest za dobrze, co do jedności – to jest coraz bardziej deklaracją niż rzeczywistością. Czy wynika to z faktu, że tzw. mainland, czyli dawna Tanganika, zwana teraz „właściwą Tanzanią”, jest krajem, którego przeszło 3/5 ludności to chrześcijanie, a Zanzibar zamieszkują w 95 proc. muzułmanie (sytuacja samych chrześcijan na wyspie jest fatalna, od 2012 r. są prześladowani, atakowani, bywa, że zabijani). Inna sprawa, że z tym islamem na Zanzibarze to dziwna sprawa. Z jednej strony, od 11 lat karze się tu za stosunki homoseksualne, przed 9 laty odwołano obchody 60. urodzin piosenkarza grupy „Queen”, biseksualisty, zmarłego na AIDS – Freddiego Mercury’ego. A z drugiej, o rozwody jest łatwiej – jak twierdzą mieszkający tu Europejczycy – niż na Starym Kontynencie. Co prawda w restauracjach nie podaje się alkoholi, ale sporo muzułmanów tutaj, w tym kobiet (!), pije i pali. Według...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: