Wypisy z hańby

Urbankowski surowo, ale rzetelnie ukazuje na szerokim tle gwałt, jaki dokonał się na literaturze polskiej, ale również z pomocą tej literatury. Ramy pracy mieszczą dwie wielkie odsłony stalinizmu na ziemiach polskich, tę z 1939 r. we Lwowie i Wilnie, którą można nazwać „próbą generalną”, i tę, która zaczęła się latem 1944 r. i trwała teoretyczne do 1956 r., symbolicznie do 1989 r., choć w wielu aspektach jej skutki w postaci opiniotwórczej elity obecne są do dziś.

Oczywiście reżim łagodniał, później rozkładał się, komuniści stawali się rewizjonistami, a rewolucyjni internacjonaliści przemienili się w Europejczyków, czemu sprzyjały również zamiany pokoleniowe, choć jak wiadomo zajęta pozycja bywa dziedziczna. I w tym sensie żaden proces przeciwko Rymkiewiczowi nie zmieni faktu, że współczesna „warszawka” i „krakówek” w swym najtwardszym rdzeniu poczęły się we Lwowie i Wilnie lat 1939–1941, urodziły w Moskwie i Lublinie, a dorosły na krótkim kursie WKP(b) lat 40. i 50. Głośne prace w rodzaju „Lawina i kamienie” (Anny Bikont i Joanny Szczęsnej) usiłują tę historię zrozumieć i usprawiedliwić – w dużej mierze służyły podobnemu celowi autobiografie, choćby „Mój wiek” Aleksandra Wata czy „Wielki strach” Juliana Stryjkowskiego. Urbankowskiego mniej interesują psychologiczne meandry – opisuje czyny i cytuje utwory.

Czy wielka kolaboracja była nieunikniona? Czy alternatywą pozostawała wyłącznie emigracja zewnętrzna lub wewnętrzna? Krótka lista osób, które w kraju „wytrwały w przyzwoitości” dowodzi, że było to możliwe, choć trudne.

Oczywiście różne były poziomy zdrady i rozmiar winy. Prostytuowali się grafomani i potencjalni nobliści (nie tylko potencjalni!), choć naturalnie była widoczna różnica miedzy szarpiącym się w czerwonych sidłach Broniewskim a małymi grafomanami w stylu Gaworskiego czy Urgacza. Można mówić o luksusowych kurtyzanach w rodzaju Andrzejewskiego, piszącego „Popiół i Diament” na zlecenie naczelnego wicediabła Bermana, i...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: