Strategia terroru

„Europa jest podzielona. Nie bardzo wie, co robić, a przecież temat jest bardzo trudny. Nie wiadomo przede wszystkim, jak tak naprawdę likwidować źródła terroryzmu na Zachodzie. Np. trudno sobie wyobrazić próbę oddzielenia agend Państwa Islamskiego od ludności pochodzenia arabskiego, zamieszkującej całe dzielnice miast we Francji” – z Jackiem Bartosiakiem, analitykiem Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, rozmawia Artur Dmochowski

Państwo Islamskie wydaje się w tej chwili idealną bazą dla terroryzmu. Czy np. otwarte mówienie o zdobyciu Rzymu i zniszczeniu chrześcijaństwa nie przełoży się na ataki terrorystyczne? A na ile realne jest zagrożenie atakami bronią masowego rażenia czy bronią chemiczną?
Wydaje mi się, że są bez szans na wyprodukowanie broni nuklearnej. Natomiast do wyprodukowania broni chemicznej nie potrzeba wiele. Wystarczy mieć fabrykę nawozów. Oczywiście jest kwestia skuteczności i skali produkcji. Broń chemiczna jest bardzo prosta do wyprodukowania. Polska mogłaby mieć ją np. niemal w jeden dzień, gdyby chciała.
Nie wyobrażam sobie jednak, jak zagrożenie tego typu mogłoby się dla Polski pojawić. Imigranci, jeżeli tylko będziemy ich potrzebowali, w sposób łatwy i naturalny przybędą przecież z Ukrainy i  Białorusi, jeżeli tylko będziemy prowadzili sensowną politykę, czyli niesprowadzania ich właśnie z państw arabskich, lecz z bliskich nam kulturowo obszarów na Wschodzie, który potrzebuje naszego rynku. Mamy przecież poważny problem z demografią, który można rozwiązać bardzo prosto. Gdybyśmy na przykład  ogłosili teraz ustawę, która mogłaby się nazywać „Prawo powrotu” i miałaby cztery proste zapisy: po pierwsze, każdy, kto się czuje Polakiem, jest Polakiem; po drugie, dzieci tych Polaków mają za darmo szkołę, studia i służbę zdrowia; po trzecie, nie stosuje się przepisów o płacy minimalnej wobec tych osób przez 20 lat; a po czwarte, mogą na preferencyjnych warunkach służyć w siłach zbrojnych...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: