Tekst do głębi obskurancki

Dla chrześcijan ćwiczenie jogi jest duchowo szkodliwe. Hinduista ćwicząc jogę, nie narusza bowiem pierwszego przykazania, chrześcijanin praktykując jogę, to przykazanie łamie

Wielokrotnie pytano mnie, jak jest możliwe, by człowiek, który nie ma żadnej duchowej intencji, wchodząc w jakąś praktykę, otwierał się na demoniczne dręczenia. Ktoś idzie do bioenergoterapeuty szukając zdrowia, a w efekcie cierpi duchowo i ma niedające się leczyć stany depresyjne. Ktoś inny idzie do tarocisty, szukając informacji o przyszłości, a w efekcie ma duchowe dręczenia.
Otóż otwierając się na autorytet bioenergoterapeuty czy tarocisty, oczekując od niego czegoś dla nas istotnego, otwieramy się też na świat duchowy takiego człowieka. Jeśli jest on inicjowany w naszą duchową praktykę, otwieramy się na świat demoniczny.
Mechanizm ten łatwiej jest zrozumieć, jeśli spojrzymy na obecne w literaturze przykłady osób, które zostały przymuszone, np. przez rodzinę, do wizyty u bioenergoterapeuty. Jedna z takich osób miała sceptyczny stosunek do bioenergoterapii, wręcz kpiła wewnętrznie w trakcie „zabiegu” z działań uzdrowiciela. Była zamknięta na jego osobę – i nie doświadcza negatywnych konsekwencji wizyty. Inna osoba poczuła lęk przed samym wejściem do pomieszczenia, w którym przyjmował bioenergoterapeuta. Zaczęła się gorąco modlić. I robiła to w trakcie całego seansu. Również nie poniosła negatywnych konsekwencji – była zamknięta na uzdrowiciela. Jednak ludzie poszukujący zdrowia otwierają się – i „zarażają” duchowym wirusem.
Zły duch nie przez przypadek nazywany jest ojcem kłamstwa. Kto chodziłby do uzdrawiaczy czy wróżbitów, gdyby wiedział, że się wewnętrznie pokaleczy?
Clive Harris, bioenergoterapeuta bardzo popularny w Polsce w latach 70. i 80., często przyjmował ludzi w kościołach. Zawsze prosił, by z tabernakulum wcześniej wyniesiono Ciało Chrystusa. W przeciwnym razie rozkładał ręce, mówiąc: – Nic z uzdrawiania, coś blokuje moją...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: