Nasz ulubiony ciąg dalszy

Uwielbiam happy endy. Odczuwam satysfakcję, kiedy w finale powieści lub filmu bohater po tylekroć poniewierany, obrażany, poniżany i maltretowany znajduje dość siły, aby pobić na łeb, na szyję swoich prześladowców.

To, co się nam przydarzyło w ciągu ostatnich dwóch tygodni, ma wszelkie cechy fantastycznego kina akcji.
W samo południe w Polsce B
Młody rewolwerowiec, o którym szef bandy władającej miasteczkiem jeszcze parę miesięcy temu mówił: „A kto to taki?”, mimo że nie dawano mu żadnych szans, zwyciężył w pięknym stylu, przed oczami zdumionych mieszkańców.
Jak zwykle w takich sytuacjach trzeba sobie zadać pytanie: kto wygrał? Jasne, wygrała
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: