Debeściaki, piwko i rozmowa braci

Historia wrzutek smoleńskich zaczęła się niedługo po 10 kwietnia 2010 r. Teraz do listy „dziennikarzy”, za pośrednictwem których są one włączane do publicznego obiegu, dołączył reporter RMF Tomasz Skory

„Mamy jeszcze dwa granaty, ale odpalimy je  po  świętach” –  powiedział 27 marca portalowi 300polityka jeden z  kluczowych strategów kampanii PO. 
Kilkanaście dni później, tuż przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej oraz na miesiąc przed wyborami prezydenckimi, odpalony został pierwszy granat: „nowe” stenogramy z  kokpitu rządowego Tu-154M. Wynika z nich, że w kabinie pilotów przebywał aż do chwili katastrofy gen. Andrzej Błasik, który – według interpretacji dziennikarza RMF – nie reagował na wezwania do zajęcia miejsca i przeszkadzał załodze. Skory, publikując stenogramy, nie wspomniał jednak ani słowem, że ekspertyza biegłych prokuratury uznała je za niefachowe. 
Skory następcą debeściaków 
Dziennikarz RMF FM, ujawniając wątpliwe rewelacje dotyczące przebiegu zdarzeń w kabinie pilotów, stał się godnym następcą swoich kolegów z „Gazety Wyborczej” i TVN. To ostatnie medium 14 lipca 2010 r. informowało: „TVN24 dotarła do kolejnego fragmentu odczytanego stenogramu z ostatnich minut lotu prezydenckiego Tu-154. To nieoficjalne informacje. »Jak nie wyląduję/wylądujemy, to mnie zabiją/zabije« – tak mają brzmieć słowa wypowiedziane przez kapitana Arkadiusza Protasiuka. Nie wiadomo, w jakim kontekście padły te słowa”. 
Szybko nadeszło wsparcie medialne ze strony „Gazety Wyborczej”. „Nasz informator uczestniczący w pracach rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) mówił, że o 8:16 czasu warszawskiego, czyli 25 minut przed katastrofą, Protasiuk powiedział: »Jeśli nie wyląduję, będę miał przechlapane (przewalone)«. Inna osoba, która doskonale zna przebieg wyjaśniania katastrofy, ostrzegała jednak, że nie jest pewne, czy zdanie to wypowiada Protasiuk. Pada ono mniej więcej wtedy, gdy do kokpitu po raz...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: