Zły dzień dla rodziny

Platforma do spółki z lewicą i palikociarzami zatwierdziła w sejmie konwencję o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. To zły dzień dla Polski, a przede wszystkim dla rodziny i małżeństwa

Lewica może niewątpliwie odtrąbić sukces. Udało jej się wbić Polakom do głowy, że konwencja o przeciwdziałaniu przemocy ma na celu walkę z przemocą. Tyle że dla każdego, kto przeczyta ten dokument, staje się jasne, że z walką z przemocą ma on niewiele wspólnego. Przede wszystkim dlatego, że zapisy realnie odnoszące się do przemocy już są w polskim systemie prawnym uwzględnione, a reszta to w istocie niebezpieczny ideologiczny wsad, którego celem wcale nie jest walka z przemocą wobec kobiet, lecz głęboka rekonstrukcja społeczeństwa w duchu założeń marksizmu–leninizmu.
Przesada? Wcale nie! Konwencja jako źródło przemocy wskazuje rodzinę, tradycyjne role płciowe i religię, a także promuje kulturowe pojmowanie płci. Problem polega na tym, że każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o przemocy, wie, że zarówno w Polsce (gdzie zresztą wskaźniki przemocy są trzykrotnie niższe niż w krajach skandynawskich, które zapisy identyczne jak w konwencji przyjęły już wiele lat temu), jak i w innych krajach europejskich autentycznym źródłem przemocy jest alkohol i alkoholizm, a nie religia czy tradycja. Jeśli więc politycy lewicy chcą walczyć z przemocą, powinni zacząć walczyć z alkoholem i alkoholizmem (co w Polsce najwytrwalej robią ludzie Kościoła). Trudno bowiem uznać, że bitej regularnie przez pijanego w sztok albo niedopitego konkubenta (a statystyki i w tej sprawie dość oczywiście pokazują, że przemoc o wiele częściej dotyczy konkubinatów niż małżeństw) jakoś szczególnie pomogą zapisy dotyczące walki ze stereotypowymi rolami płciowymi czy kulturowo-genderowego rozumienia płci. Pani taka może oczywiście opowiedzieć partnerowi, że ona w istocie jest mężczyzną, a on powinien w sobie odkryć kobietę, ale obawiam się, że to niczego nie zmieni. Tak jak nic w sprawie...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: