Z dziejów frajerstwa w Polsce

Dodano: 25/10/2014 - Nr 43 z 22 października 2014

Z bliska \ Jan Pospieszalski

Pozbawieni grantów, wobec odmowy finansowania publicznymi pieniędzmi, gdy żadna państwowa uczelnia, żaden naukowy instytut im nie chciał pomóc, postanowili za własne pieniądze zorganizować naukową konferencję. Mieli do wyboru – milczeć jak niestety większość ich środowiska, w myśl zasady „Polacy nic się nie stało”, lub pozostać wiernym zobowiązaniu wynikającemu z doktorskiego ślubowania – dochodzenia prawdy i przekazania jej współobywatelom. Wierność kosztuje, więc prócz krzywych spojrzeń kolegów, kąśliwych uwag o smoleńskiej sekcie, płacą bardzo konkretną cenę. Sami od trzech lat finansują swoje badania, walczą o możliwość korzystania z laboratoriów, druk biuletynów, wynajem pomieszczeń,  podróże, hotele itp. Dlaczego? Bo etos naukowca, ale też zwykła ludzka przyzwoitość nie pozwala im przejść obojętnie obok wątpliwości, jakie rodzi tzw. oficjalne śledztwo smoleńskie. Nie przekonały ich raporty instytucji powołanych do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Rządowi
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze