Adopcja Serca jak bilet do nieba

„Temat owszem, ważny, ale dlaczego właśnie teraz, przecież tyle się dzieje. Takie przekręty uchodzą tej ekipie, tyle kolejnych obietnic bez pokrycia i manipulacji, a ty piszesz o Afryce. Zajmujesz się dziećmi z Tanzanii, jakby mało było polskiej biedy. Dość mamy własnych nieszczęść i dramatów” – znam te argumenty. Nigdy nie ma czasu, zawsze jest coś ważniejszego, bardziej dramatycznego. Przychodzące e-maile z apelem i numerem konta, z błaganiem o środki na zagraniczną operację, na protezę – obudzą chwilowe wzruszenie, potem toną w gąszczu pilniejszych spraw. Nie zrobił też na mnie większego wrażenia plakat w przedsionku kościoła z napisem „Adopcja Serca”. Do czasu, gdy osobiście spotkałem tych, którzy sami zaangażowali się w pomoc. Świadectwo Joanny i Andrzeja, potem Ani, Tomasza, siostry Marty, ich opowieści o tym, co przeżyli w Afryce i co robią dla afrykańskich dzieci, działa zaraźliwie. 

Postanowiłem nie czekać na okazję, nie szukać specjalnego pretekstu i właśnie teraz napisać, że spotkałem szczęśliwych ludzi. Ich szczęście i wewnętrzna radość bierze się z dobra, które dokonuje się dzięki nim. Podjęli decyzję, by zostać rodzicami adopcyjnymi, pomagając konkretnym afrykańskim dzieciom. Pierwszą reakcją było uświadomienie sobie, że tak niewiele trzeba, by zdziałać tak wiele. W Rwandzie, w Republice Środkowej Afryki, w innych krajach żyją dzieci, którym wojna zabrała rodziców. Do tych sierot dołączają maluchy, których rodziców pochłonęły epidemie. Skazane na wegetację, niewyobrażalną nędzę, żebrzą, głodują kradną, padają ofiarami przestępstw seksualnych. Tam, gdzie docierają misjonarze, organizacje charytatywne i wolontariusze, powstały ośrodki pomocy i szkoły prowadzone m.in. przez polskich pallotynów oraz Stowarzyszenia Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri”. 
Utrzymanie jednego dziecka i zapewnienie mu edukacji kosztuje (UWAGA!) kilkanaście euro miesięcznie. Przystępując do programu Adopcji Serca, pomagamy dziecku,...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: