Europarlament od kuchni

Tym razem, wyjątkowo, tytuł tej wieloletniej rubryki powinien brzmieć nie „Widziane z Brukseli”, lecz „Widziane w Brukseli”. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o molochu, w którym pracuję i mam prawdziwy zaszczyt reprezentować moją Ojczyznę od dziesięciu lat. To będzie story o Parlamencie Europejskim, z jakiego istnienia nie zdajecie sobie sprawy. Boć to jest swoiste państwo w państwie

Na przykład kto wie, że na brukselską część europarlamentu – jedną z trzech siedzib PE, obok Strasburga i Luksemburga – składa się aż 16 budynków? Zajmują one blisko 620 tys. metrów kwadratowych. W stolicy Alzacji jest ich już „tylko” pięć. Ale te francuskie włości PE też są spore – to obszar przeszło 140 tys. metrów kwadratowych. 
O ile europosłowie z 28 krajów jeżdżą tylko do Brukseli i Strasburga, o tyle europarlamentarna administracja „okupuje” jeszcze siedem kolejnych biurowców w Luksemburgu. Zajmują one prawie 220 tys. metrów kwadratowych. W sumie, gdy się to wszystko podliczy, instytucje należące do europarlamentu w tych trzech państwach zajmują prawie milion 200 tys. metrów kwadratowych. Na owo prawdziwe euroimperium składa się 18 budynków będących własnością PE i dziesięć wynajmowanych. Wartość tych nieruchomości to, bagatela, dwa i pół miliarda euro.
Nie będzie to chyba niespodzianką, ale europarlamentarni urzędnicy podzieleni na kilkanaście kategorii (niektórzy złośliwie mówią, że przypomina to system kast w Indiach) raczej nie dojeżdżają do pracy tramwajami. Choćby tytułem przykładu, tylko dla nich jest tu zarezerwowanych ponad 400 miejsc parkingowych w budynku przy Square de Meeus w stolicy Królestwa Belgii, a kolejnych 150 w budynku nazywanym imieniem byłego premiera Belgii Wilfrieda Martensa, dodajmy do tego jeszcze kilkupoziomowy olbrzymi garaż pod głównym budynkiem PE w Brukseli.
„Ruch jest wszystkim” ‒ pisał Eduard Bernstein. Urzędnicy pracujący w Luksemburgu będą przeniesieni w latach 2017–2019 z siedmiu dotychczasowych...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: