Przeklęte continuum

Im dłużej trwa system, tym mocniejsza sieć powiązań, tym więcej podmiotów zainteresowanych jego kontynuacją, bo krach systemu oznacza ich własną katastrofę. Im bardziej oczywista wydaje się potrzeba zmiany, tym większa liczba protestujących przeciw niej. To jest przyczyna trwania struktur postkomunistycznych po 1989 r.

7 października 2012 r.
Prawdę o Smoleńsku już pierwszego dnia przykryto piarową zasłoną. Słowa minister zdrowia o idealnej współpracy polskich i rosyjskich lekarzy były zwyczajnym, cynicznym kłamstwem. Chyba że wynikały z niewiedzy – ale to wcale nie byłoby pocieszające. Dzisiaj pojawił się wywiad z lekarzem uczestniczącym w identyfikacjach. Na razie fragmenty, całość jutro we „Wprost”. Z jego słów wynika, że nic nie działało w Moskwie tak jak powinno, że nasi patomorfolodzy siedzieli bezczynnie w korytarzu prosektorium, niedopuszczani przez Rosjan do pracy. Lekarz Dymitr Książek wspomina, że po powrocie do Polski powiedział swojej żonie: „Jeszcze ich wszystkich będą ekshumować”.
Co mogło skłonić rząd polski do ukrywania tej prawdy przed nami? Czy naprawdę tak wiele kosztowałoby wtedy powiedzenie, jak się sprawy mają? Bali się wybuchu społecznego? Jakie sumienie trzeba mieć, by w takiej chwili nie postawić wszystkiego na jedną kartę, nie zaryzykować własnej pozycji politycznej, nie chronić elementarnych wartości życia publicznego? Jest to dla mnie niepojęte. Może jestem naiwniakiem. Sądzę jednak, że są sytuacje, w których musi dojść do – mówiąc po kierkegaardowsku – teleologicznego zawieszenia. To układ zero-jedynkowy: albo prawda, albo kłamstwo. Nie ma wyboru.
Do wywiadu z doktorem Książkiem jeszcze wrócę. Dlaczego oni wszyscy zaczynają mówić tak późno? Ile z tego szkód. Ile spraw poszłoby odmiennym torem. Dziś to jeden głos więcej w nieprzerwanym strumieniu informacji, chwilowo wyróżniający się na tle ogólnego szumu. Zaraz to czymś przykryją.
28 października 2012 r.
W nocy zmarł chorąży...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: