Służby specjalne do remontu

Służby specjalne poza kontrolą rządu. Przyczyna: niewydolne rozwiązania systemowe. Tak wynika z sierpniowego raportu Najwyższej Izby Kontroli. Nie tyle odkrywcza konkluzja, ile wygodne usprawiedliwienie dla premiera Donalda Tuska i jego ministrów od służb. W istocie jest odwrotnie. To niekompetencja rządu Tuska rozmontowała system nadzoru nad służbami specjalnymi. Dobitnie pokazała to afera podsłuchowa

Premier Tusk – wbrew temu, co starano się dowieść w raporcie NIK – dysponował nieprzerwanie od siedmiu lat realnymi instrumentami nadzoru nad działalnością służb specjalnych. Dotyczy to również ministra Bartłomieja Sienkiewicza, który w imieniu szefa rządu nadzorował służby specjalne, oraz ministra Tomasza Siemoniaka, któremu podlegały służby wojskowe (SKW i SWW). Zarówno ustawy kompetencyjne, na podstawie których działają służby, jak i ustawy o Radzie Ministrów i o działach administracji rządowej umożliwiały premierowi Tuskowi i jego ministrom kontrolowanie pracy służb.
Narzędzia w rękach Tuska
W świetle tych regulacji to premier Tusk określał kierunki działania służb. Zatwierdzał również roczny plan ich działania, a także dokonywał co roku oceny ich działalności. Pomagali mu w tym ministrowie od służb – Sienkiewicz i Siemoniak. Poza tym premier Tusk, podobnie jak obaj ministrowie, mógł od szefów służb specjalnych żądać informacji i wydawać im wiążące polecenia. Uzupełnieniem tych uprawnień premiera i ministrów były obowiązki informacyjne służb, które realizowały one na rzecz rządu. Stałym forum współpracy szefów służb z premierem Tuskiem i ministrami było zaś Kolegium ds. Służb Specjalnych. Posiedzenia kolegium stanowiły okazję do stawiania przed służbami zadań i bieżącego rozliczania ich z efektów pracy. Wystarczyłoby tylko, aby premier Tusk i jego ministrowie od służb umiejętnie korzystali z tych instrumentów nadzoru. Inne nie były im potrzebne.
Skuteczny nadzór nad służbami zależy od dwóch rzeczy. Od merytorycznego...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: