Rio Bravo w Kurdystanie

Western zawdzięcza żywotność otwartej konstrukcji artystycznej, tolerującej modyfikacje i częste kopiowanie. Jego źródła biją w realiach pogranicza Stanów, w starciach pionierów i Indian, kowbojów i ranczerów, bandytów i policjantów, bankowców i poszukiwaczy złota, w relacjach białych, czarnych i czerwonych… Jest w tym energia narodzin nowego świata, powracająca w różnych okolicznościach.

Kurdyjski reżyser Hiner Saleem dostrzegł szansę reaktywacji mitycznej opowieści o Dzikim Zachodzie u siebie, na pograniczu irańsko-tureckim, w odrodzonym Kurdystanie. Do górskiej wioski zdominowanej przez przemytników i miejscową mafię przyjeżdża Baran (Arslan), nowy szef komisariatu (poprzedni został zamordowany). Wraca tu do szkoły Govend (Farahani) śliczna nauczycielka, swoista Siłaczka. On ją nawet podwozi, ale przed wioską dziewczyna musi zejść z konia ze względu na surowe obyczaje islamu. Wiadomo, co będzie dalej.
Ale film zaczyna się sarkastycznie od nieporadnej egzekucji, przy której musi asystować Baran. To symboliczny start aparatu sprawiedliwości młodego państwa i zarazem pasowanie na urzędnika byłego bojowca. Tyle że bohatera wojny o niepodległość nie kusi taka synekura. Woli ryzykowną służbę na rubieży. W razie potrzeby strzeli do ludzkich drapieżników, ale nie do łkającego skazańca, który się urwał ze stryczka.

W wiosce nikt poza dzieciakami nie chce nauczycieli, szeryf i dziewczyna doznają afrontów. Milczy zastraszona społeczność, skrępowana zwyczajem faworyzującymi silnych i możnych. Groźni napastnicy osaczają nauczycielkę w szkole, zastraszony woźny okazuje się chwiejnym sojusznikiem, a nocleg panny w komisariacie owocuje plotkami, które mogą być dla Barana zabójcze. Mafioso (Akreyj) informuje rodzinę Govend, że poczyna ona sobie niegodnie, co skutkuje przyjazdem jej braci, bardzo dotkniętych na honorze.
Wszystko na tle pięknych gór, które przemierzają damskie i męskie grupy przemytników i strażników,...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: