Wielka moda na strzelanie

Według szacunkowych danych około 800 tysięcy osób w Polsce działa w organizacjach paramilitarnych. – Nawet dzieci walczące w Powstaniu Warszawskim wiedziały, jak się posługiwać bronią, a my, rozbrojeni przez lewacką ideologię, początkowo nawet baliśmy się ją wziąć do ręki – mówi Artur, uczestnik jednego ze szkoleń na Dolnym Śląsku

Młodzi ludzie, którzy przychodzą do nas na szkolenia, interesują się historią i wyciągają z niej wnioski. Wiedzą, że musimy polegać przede wszystkim na sobie i że zapewnienia ze strony różnych międzynarodowych sojuszy nie są nic warte, jeżeli sami nie jesteśmy silni – mówi o powodach organizowania się w paramilitarne grupy dowódca Gliwickiego Związku Strzeleckiego Rzeczpospolitej Michał Byreczek, który razem ze swoimi podwładnymi współorganizuje konwój „Gazety Polskiej” do Kijowa.
Wiele osób, które zaangażowały się w podobne działania, porównuje sytuację na Ukrainie do tej w Polsce. – Białystok stał się teraz właściwie miastem frontowym – mówił Hubert Kaczyński, przedstawiciel Podlaskiego Klubu Biznesu, jeden z biznesmenów, którzy chcą powołać i uzbroić za własne pieniądze Gwardię Narodową. Gwardia miałaby liczyć 5 tys. osób. Biznesmeni dozbroiliby ją nawet w lekką broń ręczną z radomskiej fabryki. Chcieliby też, żeby do realizacji pomysłu włączył się samorząd i doposażył gwardzistów w wyrzutnie rakiet typu Stinger.
Pokonać marazm
 – Już kilka lat temu zaczęliśmy się realnie zastanawiać, co my oddolnie możemy zrobić, mając świadomość tego, co najprawdopodobniej zdarzyło się w Smoleńsku. Po 10 kwietnia musieliśmy nazwać rzeczy po imieniu i stwierdzić, że Rosja nas właściwie zaatakowała, że jesteśmy „na wojnie”. Zamiast pogrążać się w marazmie i bezsilności, chcieliśmy nareszcie zacząć się jakoś organizować – mówi Jowita, jedna z niewielu kobiet, jakie spotkałam na szkoleniu w jednym z prywatnych ośrodków szkoleniowych na Dolnym Śląsku.
O przezwyciężaniu marazmu mówi także Damian Małecki...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: