Zbrojne siły rekonstrukcyjne

Dodano: 10/09/2014 - Nr 37 z 10 września 2014

Z BLISKA \ Jan Pospieszalski

Kraj, który nie chce utrzymywać własnej armii, będzie musiał utrzymywać cudzą – mawiał Napoleon Bonaparte. Jestem wdzięczny Grzegorzowi Górnemu za przypomnienie tego powiedzenia, bo choć przywołał je w kontekście Ukrainy, pokazując, jak w ciągu ostatniego dwudziestolecia ten kraj dokonał samorozbrojenia, stając się na własne życzenie łatwą ofiarą agresji, to przestrogę Napoleona należy głośno przypomnieć naszym władzom. Ciekawi mnie, czy na szczycie NATO ze strony sojuszników padło pytanie, ilu polskich żołnierzy w przypadku napaści może bronić naszych granic. Jak długo, gdyby doszło do agresji, będziemy w stanie sami wytrzymać uderzenie?  Co Bronisław Komorowski mógłby odpowiedzieć na takie pytania?  Oficjalnie Polskie Siły Zbrojne to stutysięczna armia, ale niezależni eksperci i posłowie sejmowej Komisji Obrony zgodnie mówią, że to piarowski blef. Nawet wyciągając zza biurek nieco otyłych oficerów, w najlepszym wariancie jesteśmy w stanie wystawić ok. 50 tys. ludzi. W 2009 r.
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze