Zostało nas czterech

W czerwcu 1944 r., jako żołnierz oddziału AK, Tadeusz Sobieszczak, ps. Dudek, walczył z Niemcami w bitwie pod Jeziorami. Dzisiaj kieruje Środowiskiem Żołnierzy Oddziału Partyzanckiego mjr. „Zenona” i walczy o pamięć o tych, którzy zginęli za wolną i niepodległą Polskę

Wybuch wojny 1 września 1939 r. utrwalił się mocno w pamięci niespełna 16-letniego Tadeusza Sobieszczaka. Razem z kolegami harcerzami pełnił służbę na posterunku przy moście na rzece Liwiec pod Siedlcami. Przez kilka dni obserwował i meldował o przelotach niemieckich samolotów. Był zaskoczony, bo wrogich maszyn było dużo, a z polskich – nie zobaczył żadnej. Załamany, obserwował wrześniową klęską i szybko poznał gorycz życia w okupowanym kraju. Jego szkoła – Państwowe Gimnazjum Męskie im. Stefana Żółkiewskiego w Siedlcach – została zamknięta. Zdążył jedynie ukończyć przed wojną dwie klasy gimnazjum. 
Łącznik
Chroniąc się przed wywózką na roboty do Niemiec, poszedł terminować do zakładu samochodowego, został mechanikiem. – Nauczyłem się też dorabiać sprężyny do magazynków w pistoletach i zostałem rusznikarzem – mówi o zdobytych umiejętnościach Tadeusz Sobieszczak. Kolejną polisą chroniącą przed wywózką była nauka w szkole rolniczej, a dokładnie legitymacja – przepustka tejże szkoły. Uratowała go kilka razy przed wyjazdem na roboty do III Rzeszy.
Jeszcze w 1939 r. Sobieszczak wstąpił do konspiracyjnej organizacji „Młody Nurt”, zajmując się kolportażem ulotek i prasy: „Polska Żyje” i „Wiadomości Codzienne”. Szybko został łącznikiem, otrzymał rower i rozwoził meldunki po terenie wokół Siedlec. Jeden dzień szczególnie utkwił mu w pamięci. Wyruszył z meldunkiem do Radzynia Podlaskiego, doręczył go i otrzymał odpowiedź. Ruszył z powrotem do Siedlec, oddał adresatowi i ponownie otrzymał meldunek do Radzynia. Gdy wrócił wieczorem do domu, miał w nogach ok. 200 km. 
W 1940 r. przeszedł do Zjednoczonych Organizacji Ruchu „Miecz i Pług”, potem był w Związku...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: