Wojna na górze

W chwili, gdy zamykamy ten numer „GP”, wiadomo, że „Wprost” ma kolejne nagrania polityków PO. Ministrów i posłów:  Grasia, Sikorskiego, Rostowskiego i Karpińskiego. Wygląda na to, że Donald Tusk z kolegami mogą już nucić piosenkę Elektrycznych Gitar: „To już jest koniec, możemy iść, jesteśmy wolni, bo nie ma już nic...”. Być może jakąś inną pieśń – satysfakcji – nuci sobie pod żyrandolem Bronisław Komorowski

Gdyby nie te kolejne nagrania ze spotkań ministrów rządu Tuska, afera wydawała się opanowana. Wprawdzie Donald Tusk nie wychodził z niej zupełnie cało – wizerunkowo PO otrzymała cios silny, ale wciąż nie musiało to być – w polskich realiach – uderzenie zabójcze. Po ujawnieniu kolejnych nagrań jest jasne, że czas lidera PO na stanowisku szefa Rady Ministrów dobiega końca.
Podkreślmy – w polskich realiach systemu III RP można było jeszcze przez chwilę udawać, że „nic się nie stało”. W demokracjach zachodnich prawdopodobnie rządu już by nie było po ujawnieniu pierwszych taśm. Wbrew oświadczeniu prezesa NBP Marka Belki, że to on był inicjatorem spotkania z szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem, nagranie zdradza, że to ten ostatni był gospodarzem. To Sienkiewicz proponuje dania, kolejki, zachowuje się w „Sowie..” jak stały bywalec. Wprawdzie rachunek reguluje Sławomir Cytrycki, szef gabinetu prezesa NBP. „Żeby mnie było stać, k...a, przecież was zaprosiłem! ” – kpi, płacąc z funduszy NBP, czyli pieniędzy podatników, za obiad dla trzech osób, bagatela, 1435 zł. To jednak Sienkiewicz prowadzi rozmowę, zadaje pytania, formułuje propozycje. Belka chętnie na to reaguje, panowie przechodzą na „ty” i zastanawiają się nad sposobami ratowaniem rządu przez bank centralny. To, że Sienkiewicz, a nie Belka był gospodarzem spotkania, jest ważne. Istotne stało się także oświadczenie NBP, że było to spotkanie służbowe, nie prywatne. Wszystko to obciąża premiera Tuska – trudno sądzić, że Sienkiewicz wpadł na pomysł takiej rozmowy samodzielnie, bez...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: