O Jacku Wędrowniczku

Dodano: 12/06/2014 - Nr 24 z 11 czerwca 2014

Marcin Wolski \ Poleca

Kaczmarski w jakiejś części pozostaje tajemnicą – samotnikiem, najpełniej wypowiadającym się w sztuce Znajomość z Jackiem Kaczmarskim jest w moim życiu elementem ważnym, choć trudno nazwać to przyjaźnią. Nasze ścieżki przecinały się sporadycznie, choć pamiętam, że to ja byłem szefem jury na Warszawskim Jarmarku Piosenki, które zachwyciło się jego debiutem i dało główną nagrodę za „Obławę”. Byłem też na jednym z jego późnych koncertów w prywatnym mieszkaniu w Milanówku... Inna sprawa, czy Jacka można było poznać tak do końca. Wypowiadał się w swojej twórczości, choć często bywały to wypowiedzi sprzeczne, bywał bowiem jednocześnie bardem solidarnościowej rewolucji i „kosmo-Polakiem”, nie oszczędzał naszych narodowych przywar i samego siebie. Burzyły się jego geny polskie i żydowskie. Ranił i bywał raniony. A z wszystkiego powstawała wielka sztuka. A jednak w relacjach zebranych i świetnie opracowanych przez Katarzynę Walentynowicz jego konterfekt też w pewnych momentach
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze