Wielka afera o katolicyzm

Afera, jaką wywołała w mediach dość oczywista dla ludzi wierzących Deklaracja Wiary, pokazuje, że lewica powoli przechodzi do prawnego i społecznego wykluczania ludzi wierzących. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu

Od kilku dni w mediach, ale także wśród osób publicznych o centrowo-lewicowych poglądach, trwa regularna kampania nienawiści wobec – nie ma co ukrywać, że stosunkowo nielicznych – lekarzy, którzy zdecydowali się podpisać Deklarację Wiary. Joanna Senyszyn określa ich mianem szkodników, wiceminister zdrowia sugeruje zmianę zawodu, a radni lewicowi nasyłają kontrole na placówki, których pracownicy lub dyrekcje podpisały Deklarację. A publicyści „Gazety Wyborczej” do spółki z rozmaitymi pastorami (w stylu Kazimierza Bema) czy bioetykami sugerują, że wierzący lekarze nie chcą leczyć chorych, będą im odmawiać środków przeciwbólowych itd. A wszystko po to, by wzbudzić nienawiść do katolików, którzy chcą – po prostu – zachować wierność nawet nie tyle własnej wierze, ile po prostu Przysiędze Hipokratesa.

Deklaracja etosu
Trzeba bowiem powiedzieć zupełnie jasno, że w Deklaracji Wiary nie ma nic, czego nie znaleźlibyśmy w starszych przyrzeczeniach lekarskich, wyrastających wprost z Przysięgi Hipokratesa. To w niej bowiem znajdziemy zarówno sprzeciw wobec aborcji, eutanazji, jak i okaleczania zdrowych ludzi. „Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją” – pisał przed wiekami Hipokrates. I dokładnie do tego samego, tyle że językiem chrześcijańskim, zobowiązują się lekarze, nawiązując przy tym do fundamentów etyki medycznej.
To z niej bowiem wynika, że ani lekarz, ani żaden inny człowiek nie ma prawa do niszczenia życia, do zabijania ani do zastępowania Boga w procesie poczęcia. To absolutne fundamenty etyki medycznej, która wyrasta z...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: