Powrót Anastazji

W latach 90. jednym z instrumentów wpływania na politykę było życie seksualne jej głównych aktorów. W cieniu stały służby specjalne – zawsze wrażliwe na to, co dzieje się w alkowie. Czy dzisiaj na pewno jest inaczej?

„Każdą najbrzydszą babę wystarczy wpuścić do sejmu na 24 godziny, by wyleczyć ją z kompleksów” – tak pisała Marzena Domaros, znana lepiej jako Anastazja P. – jedna z najbardziej tajemniczych postaci z początku lat 90. Dziewczyna o dość banalnej urodzie, z niewielkiej popegeerowskiej wsi, po dwutygodniowej wymianie licealnej we Francji mogła w polskim sejmie odgrywać najprawdziwszą hrabiankę. Swoje nazwisko zmieniła za pomocą żyletki na Potocka. Jako miejsce urodzenia wpisała Kraków. Andrzej Potocki, wówczas poseł Unii Demokratycznej, nazywał ją kuzynką.

Komu hrabiankę?
Domaros akredytowała się jako korespondentka „Le Figaro” i dość szybko zyskała zaufanie polityków. Wspominała, że każdy chciał posiedzieć, ba, poleżeć z najprawdziwszą hrabianką. W swoich pamiętnikach – nie wiadomo do końca, w jakim stopniu fałszywych – opisywała rzekome stosunki seksualne z Andrzejem Kernem – wówczas wicemarszałkiem, Stefanem Niesiołowskim i politykami lewicy –  ot, chociażby z Aleksandrem Kwaśniewskim. Pisała o wszystkim – o tym, kto brutalny, a kto całkiem sympatyczny, kto jaki w łóżku i jak  zbudowany. Wreszcie, kto jest erotomanem, a kto leczył się w szpitalu psychiatrycznym. Jej wspomnienia ukazywały się najpierw w tygodniku Jerzego Urbana. Później, zredagowane przez Jerzego Skoczylasa, zostały opublikowane przez oficynę BGW. Widać w nich było wyraźną sympatię autorki (autorów?) do lewicy. Dwa najbardziej czarne charaktery to jedni z głównych polityków ówczesnej prawicy. Jerzy Kern, którego Domaros oskarżała o gwałt, i Stefan Niesiołowski, w latach 90. słynny przeciwnik aborcji, w tej dziwnej książce przedstawiony jako erotoman. Przy politykach lewicy pojawia się za to wiele ciepłych słów. Inteligentny...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: