Trzy po trzy

Ta moja opinia pewnie zaskoczy wielbicieli komedii Aleksandra Fredry – największe dzieło naszego największego komediopisarza to nie „Zemsta”, nie równie wspaniałe „Dożywocie” i nie jadowity „Pan Jowialski”, lecz niewielka opowieść prozą – „Trzy po trzy”.

Kiedy Fredro napisał ten swój pamiętnik, nie jest jasne, ustalono tylko, że jego pierwsza redakcja powstała w roku 1846. Opublikowała go zaś w roku 1877, już po śmierci autora, warszawska „Gazeta Polska”. Jest dla mnie zaszczytem (także przyjemnością), że pisuję w gazecie, w której ukazało się arcydzieło Fredry. Teraz pamiętnik ukrywa się między zielonymi tomami „Pism wszystkich”, a czytają go, jak przypuszczam, tylko nieliczni fachowcy – historycy literatury, badający życie i twórczość Fredry. Dlaczego tak się dzieje, tego nie pojmuję (jest to chyba skutek naszego duchowego niedbalstwa), bowiem „Trzy po trzy” to jest dzieło, które wyjaśnia nam (wyjaśnia lepiej niż jakiekolwiek inne dzieło literatury ojczystej), czym jest nasze życie – jak je przeżywamy i jak je należy rozumieć. Fredro opowiada nam o przygodach swego życia w takiej oto kolejności. Wprzód mamy kawałek o kampanii w roku 1814 – potem kawałek o odwrocie spod Moskwy w roku 1812 – potem kawałek o roku 1809 w Galicji – a potem znów kawałek o bitwach pod Lipskiem i pod Hanau – i znów kawałek o ciuciubabce w roku 1809. Dalej nie ma powodu streszczać, bo już wiadomo, o co tu chodzi. Życie nasze, mówi Fredro, jest pokawałkowane. Przeżywamy je w kawałkach i pamiętamy też w kawałkach. A ponieważ wszystko jest w kawałkach, pokrojone nieznaną ręką (może ręką losu?), niczego nie da się przeżyć po kolei i pamiętać po kolei. Kawałki życia przelatują przed naszymi oczami (czy raczej – w naszym mózgu) z kosmiczną szybkością. Tu surdut Napoleona, tu ciuciubabka, tu końska kulbaka, tu kozacka spisa, tu karczma w Bieszczadach, a tu kadryl francuski we Lwowie  –  i jeśli w naszych głowach pojawia się opowieść o naszym życiu, zawsze jest to...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: