Śniady nordyk w Patagonii

Rzadko oglądamy argentyńskie kino, ale to, co dotarło, było niezłej próby. Pisałem o „Chińczyku na wynos”, „Cieniu”, „Sekrecie jej oczu”, „XXY” – filmach penetrujących bolesne tajemnice i historyczne zaszłości. „Dzienniki motocyklowe”, film kuriozum, idealizujący młodość Guevary, wyświetlano nie za mojej recenzenckiej kadencji, ale był lepszy od tego, co w temacie Che wystrugał Soderbergh. 
 
Wspomniany „XXY” (2007 r.) młodej reżyser Lucii Penzo rozprawiał o seksualnej odmienności. Bohater(ka) hermafrodyta wygląda na istotę niebezpieczną i skołataną. Ale Penzo nie uprawiała gender, unikała szczucia, pokazała sytuację trudnych wyzwań. Jeszcze lepiej klimat niejasności i ciężkiej próby wypada w jej filmie fantazji o doktorze Mengele w Argentynie AD 1960.
Akurat kiedy Mosad był zajęty polowaniem na Eichmanna. Ukryty pod pseudonimem niemiecki lekarz zjawia się w groźnym patagońskim pejzażu. Pozna rodzinę hotelarzy, zamieszka w ich willi nad jeziorem, pożyczy kasę. Po drugiej stronie jest niemiecki ośrodek. Córka gospodarzy Lilith pójdzie do tamtejszej szkoły, a sympatyczny medyk zainteresuje się jej niskim wzrostem, zaoferuje badania, zastrzyki. Potem zajmie się ciążą bliźniaczą jej matki. Ojciec stawia mu opór, ale doktor wplącze go do współpracy przy produkcji lalek.
Ciekawa jest tu nie tylko bestia, anioł śmierci, którego długo nie możemy zdemaskować. Intryguje niemiecki ośrodek chroniony przez panów w garniturach, na których lepiej leżałyby mundury. Panuje tam dryl. Lilith, mimo że proteguje ją doktor, doświadcza w szkole obcości. W telewizji mowa o procesie, Eichmannie, w ośrodku ryzykowną grę wywiadowczą prowadzi szkolna fotograf.
Wszystko to oglądamy oczyma dziewczynki, która chce rosnąć, zaczyna dostrzegać chłopców, a przystojny doktor wręcza jej klucz do lepszego życia. Spiskując z matką przeciw ojcu, obie próbują go użyć. Jeden Hitchcock może pomieściłby w tej historii więcej suspensu. Ale Puenzo, miast...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: