Z erkaemu nigdy nie chybił

Gdy po raz pierwszy spotkałem Michała, wyglądał jak Yeti. Olbrzymi, z talerzowcem na piersi, obwieszony granatami jak świąteczna choinka, z drewnianą kaburą na piętnastostrzałowy mauzer – z Andrzejem Pityńskim, rzeźbiarzem monumentalistą mieszkającym w USA, autorem pomników poświęconych Żołnierzom Wyklętym, o jego krewnym Michale Krupie „Wierzbie”, „Pułkowniku”, rozmawia Kajetan Rajski

Pana wujek Michał Krupa nie miał łatwego dzieciństwa.
Michał Krupa to najstarszy brat mojej mamy. Urodził się 26 września 1920 r. w Kuryłówce, gdzie ukończył szkołę podstawową. W 1935 r. tragicznie zmarł jego ojciec, osierocając czwórkę dzieci: Michała – 15 lat, Stefanię – 10 lat, Staszka – 8 lat i Marynię – 4 lata. Na Michale spoczął obowiązek opieki nad rodziną. Podjął pracę jako drwal przy wyrębie lasu w Nadleśnictwie Brzyska Wola. Po ojcu pozostało małe gospodarstwo rolne, na którym pracowała cała rodzina. Było im bardzo ciężko bez ojca. Michał wynajmował się także do pracy u innych gospodarzy.

Kiedy zaangażował się w działalność konspiracyjną?
Po wkroczeniu Niemców na Zasanie wzmogły się ukraińskie działania przeciwko Polakom. W 1941 r. ukraińska policja, SS i gestapo pod nieobecność Michała spaliły gospodarstwo Krupów, dom, stajnię i stodołę. Ukraińcy zrabowali konia, dwie krowy, drób i cały sprzęt gospodarczy, budynki zrównali z ziemią. Maria Krupa wraz z dziećmi uciekła za San do Starego Miasta i zatrzymała się u kuzynów.
Jednym z Ukraińców był policjant z Kuryłówki, który osobiście palił i rabował mienie Krupów. Michał dobrze go znał. Kilka dni później, w biały dzień, pod cerkwią w Kuryłówce, chłopiec zarąbał go siekierą, zabierając broń i granaty. Od tej pory był poszukiwany. Kilka tygodni potem trafił do oddziału Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. W oddziale był erkaemistą, celnie strzelał, jego odwaga graniczyła z szaleństwem. „Ojciec Jan” zawsze wystawiał go na szpicę w trakcie...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: