Krajobraz po wojnie

Historia ma swoje okresy heroiczne i mitotwórcze, ale również takie, które toczą się przy zgaszonych reflektorach

Wprawdzie tylko w Europie Wschodniej „pierwszy dzień wolności” oznaczał początek nowego zniewolenia, cały kontynent wychodził jednak z II wojny światowej jako wielkie gruzowisko. Materialne i moralne. Nawet tam, gdzie zniszczenia dotyczące substancji miejskiej były umiarkowane, objawiły się zjawiska niespotykane w centrum cywilizowanego świata od dawna. Zjawiska pozwalające Keithowi Lowe nadać tytuł swojej pracy „Dziki kontynent”. Na terenach do niedawna najlepiej zorganizowanego państwa, podzielonego przez aliantów, panował chaos, szerzył się głód, choroby (zwłaszcza weneryczne) i prostytucja. Jak pisze autor, „całe pokolenie Niemek uznawało za normalne sypianie ze zwycięzcami za tabliczkę czekolady” (na Wschodzie obywało się i bez czekolady). Trwały żywiołowe migracje, ucieczki i powroty z robót przymusowych, przesiedlenia etniczne, wywózki do łagrów. Brakowało mężczyzn, fachowców do pracy, zawaliła się infrastruktura, w wielu wypadkach przerwane zostały więzi społeczne. Był to również czas odwetu, na ziemiach wyzwalanych przez Armię Radziecką objawiający się prawdziwą żądzą krwi. Na terenach Rzeszy wspomagany przez samosądy w obozach koncentracyjnych. Na całym obszarze, choć w różnym stopniu, rozliczano wojennych przestępców i kolaborantów.
Równocześnie, mimo że umilkły działa, trwała i nasilała się walka o przyszłą hegemonię – rywalizacja Sowietów z Wolnym Światem przebiegała wieloma torami – tam, gdzie dojechały sowieckie czołgi, w ciągu kilku lat narzucono stalinowskie dyktatury i nie ma większych wątpliwości, że wojenne spustoszenia i propagandowy walor „odbudowy” ułatwiły ten proces. Gdzie indziej (np. we Włoszech i Francji) w pierwszych latach „powojnia” toczyła się ostra walka polityczna, choć nie brakowało w niej przemocy i zbrodni. I dopiero pomoc w ramach Planu Marshalla oddaliła niebezpieczeństwo...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: