Zejdźmy z Majdanu na ziemię

Ukraińcy zawsze, na każdym etapie, powinni dostawać też sygnał, że odradzający się galicyjski faszyzm zamyka im drogę do zbliżenia i z Polską, i z Europą. Że pod czarno--czerwoną flagą banderowców i portretami zbrodniarzy mogą iść jedynie
w międzynarodową izolację


Nieodparcie przypominają mi się słowa, którymi w „Amadeuszu” cesarz Józef mityguje swoich dworzan: „Nieco mniej entuzjazmu, panowie”. Nasza sympatia wobec zbuntowanych Ukraińców jest oczywista, bo widzimy w tym buncie coś na kształt naszego Sierpnia i Solidarności. Ale nie powinniśmy się kierować łatwymi stereotypami.  

Łatwe stereotypy brzmią w tym wypadku: Janukowycz prorosyjski autokrata, a opozycja proeuropejska i demokratyczna. Ukraińcy chcą wejść do Unii Europejskiej, a Janukowycz wbrew woli narodu pcha ich do unii celnej z Rosją.  
Nie takie to proste, i powinniśmy o złożoności sytuacji pamiętać, zwłaszcza po tym, jak wpakowaliśmy się kiedyś w bezwarunkowe poparcie dla „demokraty” Juszczenki, co okazało się grubym błędem.

Po pierwsze − na Ukrainie nie ma demokracji i z dnia na dzień ona nie powstanie. Jest postkomunistyczne, typowo oligarchiczne społeczeństwo bez klasy średniej. Lud może obalać i stawiać trony, ale zasiadać na nich będzie, póki co, ten lub inny z klanów. Niezależność swą Ukraina zawdzięcza temu, że w interesie oligarchii leży suwerenność względem Moskwy. Inaczej miejscowi oligarchowie, za przedstawiciela których uważa się Janukowycza, staliby się ubogimi krewnymi rosyjskich. Oczywiście w interesie oligarchii nie leży także wejście w struktury UE. Zależy im na utrzymywaniu się w nieskończoność pomiędzy Rosją a Europą.

Po drugie − Unia nie jest wcale zainteresowana włączeniem Ukrainy w swoje struktury, a już na pewno nie w najbliższym czasie. Gdyby była, znalazłaby pieniądze na zrekompensowanie Ukrainie kosztów odrywania się od gospodarki sowieckiej, od której – wskutek wieloletniej okupacji – wciąż jest...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: