Życie na skypie to nie jest życie

Dane dotyczące polskiego baby boomu na Wyspach ogłoszone w sierpniu przez brytyjski urząd statystyczny wywołały w polskich mediach poruszenie. Czy polskie emigrantki rodzą tak chętnie, bo „ktoś im za to płaci”? Objechałam w wakacje Wielką Brytanię i zobaczyłam, jak bardzo życie emigrantów różni się od ich medialnego obrazu

Dziennikarze poruszający temat Polek rodzących na emigracji szukali potwierdzenia dla teorii tzw. łowców benefitów. Zgodnie z nią Polacy na Wyspach nie chcą pracować i kombinują tylko, jak utrzymać się z funduszy pomocy społecznej.
Cóż, znacznie trudniej było zrozumieć publicystom motywacje statystycznej polskiej rodziny decydującej się na posiadanie dwójki lub trójki dzieci, gdy wytłumaczono im, że tzw. socjal będzie dostępny dla Polaków dopiero po 7-letnim członkostwie Polski w UE.
O emigracji mówi się w mediach, jakby dotyczyła wyłącznie „Polek, które chcą mieć dzieci”. Tymczasem coraz częściej wyjeżdżają z kraju całe rodziny. Jeśli podamy liczbę bezrobotnych, biorąc pod uwagę tych, którzy z powodu braku pracy wyjechali z kraju, polski rząd musiałby tłumaczyć się z najwyższego w Europie, 28-proc. bezrobocia wśród młodych. Ze spisu ludności przeprowadzonego w 2011 r. na Wyspach wynika, że polski jest tam drugim najpopularniejszym językiem.

To młode pokolenie 20–30-latków to absolwenci wyższych uczelni, zawodowych szkół średnich oraz studenci, którzy – choć próbowali – nie mieli szans urządzić się w Polsce. Stanowią oni największą część ponad 2-milionowej emigracji (dane GUS z końca 2012 r.), nazwanej największym exodusem nowożytnej Europy. Rozmawialiśmy z nimi podczas wakacji, podróżując po Wyspach i nagrywając film dla TV Republika. Polacy chętnie opowiadali nam o swoim życiu. Chcieli przełamać schematy, według których są postrzegani, i opowiedzieć o prawdziwych powodach, dla których wyjechali z Polski.

Tutaj po prostu da się żyć
– Wyjeżdżamy, bo państwo o...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: