Nie argumentem, nie krzykiem, lecz świadectwem

postFELIETON \ Robert Tekieli

Monotonia bluźnierstwa nie wywołuje już nawet ekscytacji. Ale oni dalej bluźnią, buntują się – choć nic z tego sensownego już nie wynika Współczesna „sztuka”, odrzuciwszy szukanie piękna, skazała się na transgresję. Swoją siłę oddziaływania czerpie już tylko z przekraczania granic. Z łamania tabu czy też, mówiąc prościej, z lekceważącego szargania świętości religii, w której środowisku duchowym powstała zachodnia cywilizacja. Właśnie wobec chrześcijańskiego źródła tożsamości współczesna sztuka przekroczyła każdą chyba granicę. Gdyby „artystom” współczesnym rzeczywiście zależało na głoszonej przez siebie idei, pojechaliby teraz sikać na żydowską Ścianę Płaczu czy przykuwać się nago do muzułmańskiej Al-Kaby. Ale chyba zależy im na czymś innym. Wobec skończonej liczby chrześcijańskich świętości „sztuka” transgresji nieodwołalnie traci swoją siłę oddziaływania. Działania artystyczne stają się rodzajem martwego rytuału, sekwencją póz, zrozumiałych dla wąskiej grupy
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze