Krew dla Węgrów, nauka dla Polaków

Zasadnicza różnica między Polakami a Węgrami polegała na tym, że ci ostatni nie mieli za sobą tragicznego doświadczenia, jakim była klęska Powstania Warszawskiego – mówił na konferencji historyków w Budapeszcie w październiku 1996 r. Jan Nowak-Jeziorański. Doświadczenie Powstania pozwoliło jednak Polakom zrozumieć ogrom tragedii, jaka spadła na Węgrów. Widać to doskonale, gdy patrzy się na skalę pomocy udzielonej „bratankom”

Węgierska kontrrewolucja wybuchła 23 października 1956 r. Jej uczestnicy domagali się przywrócenia wolności słowa i pozostałych swobód obywatelskich oraz pełnej niezależności od Związku Sowieckiego. W listopadzie została krwawo stłumiona przez wojska ZSRS. Podczas obrony Budapesztu zginęło ponad 2,5 tys. Węgrów, a 20 tys. zostało rannych. Po upadku powstania 200 tys. osób opuściło swoją ojczyznę.

Miała mi za to mamusia kupić misia
Doświadczeni klęską Powstania Warszawskiego Polacy ochoczo włączyli się w pomoc krwawo spacyfikowanym Węgrom. Począwszy od akcji krwiodawstwa, przez zbiórki pieniędzy i towarów, wreszcie po chęć wyjazdu do Budapesztu.
– Przed Politechniką (w Krakowie – red.) miał się odbyć wiec studencki. Ja też tam zdążałem. Po drodze widziałem rząd sowieckich samochodów wojskowych zaparkowanych wzdłuż ulicy. Budy miały zasznurowane, nie widać było żołnierzy. Na wiecu dyskutowana była kwestia naszego wyjazdu na Węgry – wspominał po latach Adam Macedoński, organizator pomocy dla Węgrów. – Przemawiał płk. Cynkin, który nas przestrzegał przed wyjazdem. Mówił, że jesteśmy otoczeni przez Rosjan i że oni tylko czekają, abyśmy poszli spod Politechniki na dworzec, żeby nas aresztować i wywieźć na Sybir. Myśmy się dali przekonać, aby zostać w Polsce i stąd pomagać Węgrom. Formą takiej pomocy była na przykład akcja oddawania krwi dla Węgrów – wspomina tamten czas krakowski artysta i działacz niepodległościowy.

Ostatecznie w całym kraju zorganizowano masową akcję...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: