Dumny naród nie przeprasza

To my, Polacy, zbudowaliśmy pierwszą rafinerię i pierwszą kopalnię ropy naftowej. To my zaprojektowaliśmy lampę naftową, kamizelkę kuloodporną, wycieraczkę samochodową, wykrywacz min, ręczną kamerę filmową czy szczepionkę przeciwko tyfusowi.
 
„Albośmy to jacy tacy”… Albo inaczej: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Myślę o tym cytacie i tym powiedzeniu w czasie, gdy przez mój kraj przetacza się nawałnica samooskarżeń, samobiczowania i zmuszania narodu do bicia się w piersi za winy skądinąd głównie niepopełnione. Zjednoczone siły tzw. Salonu, jak to drzewiej określano, czy też, jak to się teraz mówi mainstreamowych mediów (jak zwał, tak zwał: oni wszyscy chcą, byśmy się mieli z pyszna), ćwiczą Polaków w sztuce przepraszania. Krew mnie zalewa, gdy to obserwuję. Spokojnie, całkiem mnie jednak nie zaleje i napiszę, co myślę o tych, którzy w taki sposób „resocjalizują” mój naród. A także o tych baranach (mułach – niepotrzebne skreślić), którzy tę salonową „edukację” bez żadnej refleksji kupują.
 
Gdy słyszę o polskim antysemityzmie w okresie II wojny światowej, to ja, wnuk babci Bronisławy, współpracowniczki Rady Pomocy Żydom „Żegota”, dostaję furii. Ale to furia twórcza, bo od razu z mojej pamięci historyka wyciągam przykład burmistrza Amsterdamu, który natychmiast po wkroczeniu wojsk niemieckich do Holandii w 1940 r. zgłosił się do okupanta z… listą amsterdamskich Żydów. Kto dziś piętnuje holenderski urzędowy antysemityzm z tamtych czasów? Na pewno nie ci, którzy skaczą po nas za nasze urojone antysemickie występki.
 
Jesteśmy wielkim narodem. Także ze względu na naszą historię. Państwo polskie − Pierwsza Rzeczpospolita w XVI wieku i po części w wieku XVII – miała niemal milion kilometrów kwadratowych powierzchni. Nasze terytorium państwowe z okresu Władysława IV Wazy miało obszar taki, jak dzisiejszych pięć krajów UE razem wziętych: Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Holandii i Irlandii! Gdy dzisiaj niemała część naszych elit...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: