Brukselski Ziobro i niegodziwość

Polityk musi się liczyć z zainteresowaniem opinii publicznej jego przeszłością. To sprawa zupełnie oczywista – obywatele mają prawo wiedzieć, komu powierzają los swojego kraju. Dokumenty, które publikujemy w tym numerze naszego tygodnika, przeczą opowieści kandydata partii Ziobry, którą ów zaserwował wyborcom. Nie dziwi mnie nerwowość w szeregach balansującej na granicy politycznego niebytu Solidarnej Polski tuż po ich ujawnieniu. Ale zaskakuje wściekłość, z jaką liderzy tego ugrupowania zaprzeczają wszystkiemu, co kiedyś gorąco popierali. Przejrzystość w życiu publicznym, dążenie do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej – to tylko początek dość długiej listy zapomnianych priorytetów polityków SP. Przecież sprawę podkarpackiego Ziobry można było rozwiązać honorowo. Zamiast tego współpracownicy brukselskiego Ziobry wybrali scenariusz pomawiania, oszczerstw wobec dziennikarzy „GPC”. Dawno temu ugrupowanie byłego ministra sprawiedliwości współorganizowało w Parlamencie Europejskim konferencję na temat wolności słowa. Napisałam wówczas, że politycy, którzy dla chwilowych i dość wątpliwych profitów rezygnują z walki o sprawy przesądzające o przyszłości swojego kraju (miałam na myśli wyjaśnienie przyczyn tragedii z 10 kwietnia 2010 r.), nigdy nie będą szanować wolności słowa, bo nie rozumieją, czym w ogóle jest wolność. Kolejne miesiące obecności Solidarnej Polski na scenie politycznej potwierdzają tę opinię. Szopka z podkarpackim Ziobrą w roli głównej to tylko bardziej widowiskowy argument na jej korzyść. Marszałek Piłsudski pisał o zaniechaniu wyjaśnienia wszystkich okoliczności zabójstwa prezydenta Narutowicza, że niegodziwość w tej sprawie będzie powodowała niegodziwości we wszystkich innych. Tak jest i teraz. Odejście od dążenia do odkrycia prawdy o śmierci delegacji RP w Rosji implikuje wiele innych niegodziwości w życiu publicznym.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: