Reporter z Powstania Warszawskiego

Jerzy Tomaszewski w czasie wojny przechwytywał zdjęcia niemieckich fotografów działających na zlecenie III Rzeszy. Dzięki m.in. jego pracy, docenionej również przez samego gen. Sikorskiego, zdjęcia dokumentujące tragiczny obraz wojny trafiały do Rządu RP w Londynie i krajów alianckich. W czasie Powstania Warszawskiego Tomaszewski sam robił zdjęcia. W jego prywatnym zbiorze jest blisko 1800 bezcennych, autorskich fotografii, z których wiele obiegło świat.
 
W styczniu 1941 r., gdy Jerzy Tomaszewski miał 16 lat, z inicjatywy swojego brata Stanisława, działacza Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, został skierowany do firmy Fotoris, będącej agendą niemieckiego zakładu filmowo-fotograficznego Schmallfilm.
 
Bezcenne zdjęcia okupacji
 
Niemcom okupującym nasz kraj towarzyszyli niemieccy fotoreporterzy, wyposażeni w profesjonalne jak na tamte czasy aparaty. Mieli dokumentować popełniane zbrodnie. Delegatura Rządu Polskiego utworzyła komórkę konspiracyjną, w której pracował Tomaszewski. Jego zadaniem było przechwytywanie zdjęć i robienie tzw. kontrnegatywów. Niejednokrotnie wynosił też gotowe odbitki. Szefem komórki był Andrzej Honowski. Gdy w 1943 r. komórka została zdekonspirowana, a Honowski zamordowany przez gestapowców, Tomaszewski dostał zadanie uruchomienia tajnej pracowni, w której przygotowywał mikrofilmy dla kurierów. I tak oto obrazy dokumentujące wojenne zbrodnie trafiały do rządu emigracyjnego w Londynie. A ten przesyłał zdjęcia do krajów alianckich i organizacji żydowskich na świecie. Fotografie pokazywały tragiczny los Żydów w gettach, pacyfikacje wsi, kaźnie w obozach zagłady i obozach jeńców sowieckich. Oryginały tysięcy takich zdjęć znajdują się w tej chwili w prywatnym archiwum Jerzego Tomaszewskiego. Wśród nich jest słynne, dramatyczne zdjęcie Niemca, który mierzy z broni do uciekającej matki, wtulającej w siebie dziecko. Ta fotografia została...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: