Detektory biegłych znów wskazały materiały wybuchowe

Biegli, którzy wraz z prokuratorem udali się po raz kolejny do Smoleńska, użyli tam detektorów do przeprowadzenia ponownych badań wraku Tu-154M. Okazuje się, że urządzenia znów wykazały obecność materiałów wybuchowych na wraku.
 
Jak wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”, wskazania na detektorach są analogiczne do tych z jesieni ubiegłego roku. Wówczas w trakcie badań wraku tupolewa na wskaźnikach urządzeń pomiarowych pojawiły się nazwy materiałów wybuchowych. Prokuratura tłumaczyła pokrętnie, że pojawienie się na wyświetlaczu informacji o wykryciu TNT nie musi w rzeczywistości oznaczać jego obecności. Wyjaśnienia śledczych podważało jednak wielu ekspertów, w tym producenci urządzeń pomiarowych.
 
Ostatecznie wątpliwości miały rozwiać kolejne badania. Powołując się na źródła, które mają wiedzę o śledztwie, „Rzeczpospolita” poinformowała, że pracownicy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji przed kolejnymi pomiarami mieli skorygować czułość urządzeń. Okazuje się jednak, że także tym razem zachowywały się one podobnie i pokazały na wyświetlaczach nazwy materiałów wybuchowych.
 
Do rezultatów wyjazdu biegłych do Smoleńska odniósł się Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej podkreślił, że próbki, które wykazały obecność materiałów wybuchowych, zostały pobrane z foteli, a więc z wewnętrznych części samolotu.
 
Antoni Macierewicz zaapelował, aby tym razem zmienić procedurę, tak by próbki wykazujące obecność materiałów wybuchowych zostały przewiezione bezpośrednio do Polski.
 
– Każda formuła jest do przyjęcia, pod warunkiem że próbki nie będą w dyspozycji rosyjskiej i będą nadzorowane przez stronę polską. Wówczas nie będzie wątpliwości, jakie pojawiły się, gdy po ośmiu miesiącach prokuratura zorientowała się, że nie pobrała tego, co miała pobrać, i nie zbadała tego, co miała zbadać –...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: