Galopem do bankructwa

Rząd Tuska przyjął od początku dewizę, że jeśli łgać w sprawie naszego zadłużenia, to w żywe oczy i z premedytacją. W chwili przystąpienia do UE wynosiło ono 403 mld zł, dziś – oficjalnie – zbliża się do 900 mld zł.

Dziura budżetowa ministra Rostowskiego przypomina dziś, jak mówi satyryk Jan Pietrzak, Rów Mariański i z pewnością nie jest to ostatnie słowo naszego „Sztukmistrza z Londynu”. Co najmniej od kilku lat było wiadomo, że „Tajfun Vincent” doprowadzi do tego, że na własne oczy ujrzymy zatonięcie zielonej wyspy i upiorny taniec Greka Zorby nad Wisłą.

Bilion, czyli historyczny rekord

Rząd PO–PSL przyjął od początku dewizę, że jak zadłużać, to na setki miliardów złotych, jak łgać, to w żywe oczy i z premedytacją. W momencie przystąpienia Polski do UE w 2004 r. nasz dług publiczny sięgał niespełna 403 mld zł. W 2007 r. kiedy PO i PSL obejmowały władzę i kiedy otrzymały w prezencie wielkie unijne środki, dług wzrósł do 527 mld zł, w 2008 r. było to 598 mld zł, w 2013 r., po sześciu latach beztroskiej działalności ministra Rostowskiego, dług publiczny w oficjalnej wersji zbliża się do kwoty 900 mld zł.

Gdyby jednak do owych blisko 900 mld zł długu publicznego doliczyć blisko 90 mld zł długów ukrytych pod dywanem, niewliczanych przez MF do całości długu publicznego, mielibyśmy historyczny polski rekord, czyli dług już obecnie w kwocie ok. 1 bln zł. Bo tego poukrywanego pod dywanem i po różnych zakamarkach długu jest całkiem sporo i nie do końca wiadomo czy to aby wszystko.

Drogi, szpitale, PKP, LOT

W samym tylko Krajowym Funduszu Drogowym dług ten wynosi już ok. 50 mld zł, roszczenia finansowe i procesowe firm budowlanych polskich i zagranicznych szacowane są na kwotę od 3 do 10 mld zł, długi szpitali i służby zdrowia to dziś astronomiczna kwota ok. 11 mld zł, niezapłacone rachunki NFZ za tzw. nadwykonania szpitalom to ok. 2,5 mld zł, długi PKP i LOT-u to ok. 5...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: