Galopem do bankructwa

Dodano: 23/07/2013 - Nr 30 z 24 lipca 2013

Finanse \ Będą spłacać nas prawnuki

Rząd Tuska przyjął od początku dewizę, że jeśli łgać w sprawie naszego zadłużenia, to w żywe oczy i z premedytacją. W chwili przystąpienia do UE wynosiło ono 403 mld zł, dziś – oficjalnie – zbliża się do 900 mld zł. Dziura budżetowa ministra Rostowskiego przypomina dziś, jak mówi satyryk Jan Pietrzak, Rów Mariański i z pewnością nie jest to ostatnie słowo naszego „Sztukmistrza z Londynu”. Co najmniej od kilku lat było wiadomo, że „Tajfun Vincent” doprowadzi do tego, że na własne oczy ujrzymy zatonięcie zielonej wyspy i upiorny taniec Greka Zorby nad Wisłą.Bilion, czyli historyczny rekord Rząd PO–PSL przyjął od początku dewizę, że jak zadłużać, to na setki miliardów złotych, jak łgać, to w żywe oczy i z premedytacją. W momencie przystąpienia Polski do UE w 2004 r. nasz dług publiczny sięgał niespełna 403 mld zł. W 2007 r. kiedy PO i PSL obejmowały władzę i kiedy otrzymały w prezencie wielkie unijne środki, dług wzrósł do 527 mld zł, w 2008 r. było to 598 mld zł, w 2013
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze