Intryga w barwach prawdy. Porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego

Dodano: 09/11/2022 - Nr 45 z 9 listopada 2022

Historia [„Zamach” na króla]

10 września 1773 roku dwudziestotysięczny tłum warszawiaków gęsto wypełniał plac między Stawkami a Arsenałem. Przyszli, by na własne oczy zobaczyć egzekucję „królobójców”. Od miejsca straceń ową masę ludzką oddzielała gwardia piesza, tzw. regiment Byszewskiego i nabite armaty. 

Skazańców, ubranych na biało, pod eskortą żołnierzy chorągwi węgierskiej, dowieziono w kajdanach na miejsce. Walenty Łukawski pierwszy wszedł na szafot w towarzystwie księdza. Nie pozwolił, by mu zawiązano oczy. Poprosił o przebaczenie i położył głowę na wskazanym miejscu. Jedno cięcie miecza wystarczyło, by głowa potoczyła się na deski. Następnie kat odciął Łukawskiemu ręce, odłożył je na bok i zabrał się za ćwiartowanie korpusu, który wylądował na stosie. Odrąbane ręce wbite zostały na pale, które ustawiono przy drogach. Potem je spalono, a popioły na wietrze rozwiano. Józef Cybulski, drugi skazaniec „patrzący z bliska na to krwawe widowisko, wstąpił (…) na rusztowanie i zachował

     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze