Skecz ze smutną puentą

Jak to jest z polskim śledztwem smoleńskim? Czy dowody, które są w posiadaniu prokuratury, potwierdzają dotychczas stawiane tezy? Właściwe pytanie jest inne: jakie dowody?
 
Ujawnienie przez Anitę Gargas w „Zadaniu specjalnym” w Telewizji Republika opinii biegłych FSB, zgodnie z którą nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy nagrania czarnych skrzynek były sfałszowane oraz tego, że nagrania, którymi dysponują Rosjanie, są o ponad 75 sekund krótsze niż te, które badali polscy biegli, stawia naszych śledczych w sporym kłopocie. Polskiego śledztwa na temat Smoleńska nie można bowiem odrywać od politycznego kontekstu trybu wyjaśniania katastrofy. To politycy właśnie zadecydowali o takim, a nie innym trybie wyjaśniania katastrofy. To rządzący właśnie od początku lansowali wybraną przez siebie narrację smoleńską i dalsze działania komisji rządowej podporządkowali udowodnieniu na początku postawionych tez. One mogły ulegać modyfikacji, niewielkiemu retuszowi, mogły być niuansowane, ale główne tezy musiały pozostać niezmienione i stało się to racją dalszego istnienia tego układu władzy. To sami politycy uwikłali się w tę katastrofę w stopniu, który coraz bardziej ich pogrąża. Nie było bowiem racjonalnych powodów do tego, by od początku suflować wyniki śledztwa. Wystarczyło tylko zadbać o to, żeby śledztwo było prowadzone rzetelnie i zgodnie z honorem suwerennego państwa. Ale nie, politycy postanowili sprawę smoleńską kontrolować i teraz to Platforma ma największy problem z tym związany, bo musi bronić coraz bardziej absurdalnych argumentów i udawać, że nie wychodzą na jaw kompromitujące fakty.

Wina polityczna

Znakomitym tego przykładem jest ujawnienie przez Anitę Gargas rozbieżności dotyczących czarnych skrzynek. W tle jest bowiem polityczna awantura, w którą politycy się sami uwikłali. Chodzi zarówno o oddanie Rosjanom śledztwa, jak i będące tego konsekwencją pozostawienie zasadniczych dla śledztwa dowodów na terenie...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: