Blamaż Nałęcza i jego chlebodawcy

Dodano: 04/06/2013

Niech politykierzy z warszawki uczą się od samorządowców z kresów zachodnich III RP.   Po Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego, zbudowanej na sojuszu „różowych” z „czerwonymi”, niewiele można było się spodziewać. Niektórzy jednak liczyli, że w najważniejszych sprawach, poprzez okowy ideologiczne skuwające owo grono, przebije się duch patriotyzmu, a sam Komorowski stanie się rzeczywiście, jak to gromko zapowiadał w czasie kampanii wyborczej, „prezydentem wszystkich Polaków”. Oczekiwania te w ubiegłym tygodniu nie zostały spełnione, zresztą po raz kolejny.   Min. Tomasz Nałęcz, który był wreszcie łaskaw przyjąć na audiencji przedstawicieli środowisk kresowych,  oznajmił im bowiem, że prezydent nie obejmie patronatem uroczystości społecznych, które 11 lipca br. mają upamiętnić ludobójstwo 200 tys. polskich obywateli, dokonane przez UPA i SS Galizien. Nie zaprosi też rodzin ofiar na obchody urzędowe, które – jako konkurencyjne wobec społecznych – min. Andrzej Kunert zorganizuje
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze