Sąsiedzi

Badacze z Ośrodka Karta, którzy podjęli trud zapisania historii mówionej, rozgrywanej na najniższym poziomie, w małej ojczyźnie, znacznej części respondentów musieli szukać w Niemczech.
 
Dziwne to pogranicze. W centrum kraju. Oczywiście za sprawą walca historii, który przepchnął nas ze wschodu na zachód, odcinając tradycyjne Kresy i przesuwając na nowe rubieże. Tym sposobem gmina Stara Koszewa, leżącą na pograniczu zachodniego Pomorza i dawnych Prus Królewskich, w II RP zwanych Korytarzem, znalazła się w zupełnie nowym położeniu. Oczywiście dla jej mieszkańców nie była to pierwsza zmiana. Mieszkający w niej Polacy, Niemcy, Kaszubi i Kociewiacy, najczęściej określający się jako „tutejsi”, doświadczali w ciągu połowy stulecia rozmaitych odmian losu – byli poddanymi cesarza, obywatelami II Rzeczypospolitej, weszli w skład Tysiącletniej Rzeszy, doświadczyli dobrodziejstw sowieckiego wyzwolenia (z towarzyszeniem gwałtów, rabunków i wywózek), które stworzyło im Polskę Ludową. Jakoś przeżyli. Nie wszyscy. Badacze z Ośrodka Karta, którzy podjęli trud zapisania historii mówionej, rozgrywanej na najniższym poziomie, w małej ojczyźnie, znacznej części respondentów musieli szukać w Niemczech. Z potomków bohaterów pięknych fotografii, sporządzanych przez miejscowego dziedzica Aleksandra Treichela na przełomie stuleci, Niemcy wyemigrowali, nieliczni Żydzi zginęli, wielu Polaków doświadczyło migracji: wypędzania przez III Rzeszę i deportacji do ZSRR. Część wróciła. Pozostały wspomnienia. Na szczęście wolna Polska pozbawiła miejscowych dawnych lęków, mówili szczerze i obficie, nie stosując autocenzury.

W efekcie, dzięki znakomitej kompozycji (i dodajmy – dość bezwzględnej selekcji) Marii Krawczyk, powstał fascynujący fresk – obyczajów, wierzeń, wśród których znalazło się miejsce na duchy i strachy, znachorów, a nawet krasnoludki. Co ważne, odmienność kultur i wierzeń nie zakłócała dobrego sąsiedztwa, które toczyło się harmonijnie i życzliwie. Po pierwszej...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: