Ameryka niemile widziana

Chińskie ministerstwo obrony otwarcie zarzuciło Stanom Zjednoczonym eskalację napięcia w regionie Azji Wschodniej i Pacyfiku poprzez zwiększanie swojej obecności wojskowej i zacieśnianie sojuszy militarnych.
 
Kiedy w związku z kryzysem na Półwyspie Koreańskim John Kerry gościł 13 kwietnia w Pekinie, wszystko wydawało się być w najlepszym porządku. Amerykański sekretarz stanu zachęcał chińskie władze, aby wpłynęły na swojego sojusznika w Phenianie, zanim ten uczyni coś nieodwracalnego. W odpowiedzi Kerry usłyszał obietnicę współdziałania z innymi państwami, w tym z USA, w celu złagodzenia napięcia w regionie.

Tymczasem dwa dni później nastąpiła całkowita zmiana tonu wypowiedzi. Chińskie ministerstwo obrony w niezwykle stanowczy sposób wyraziło zaniepokojenie reorientacją polityki Stanów Zjednoczonych, które po zaniku napięć w Europie i niepowodzeniu wojny w Iraku i Afganistanie ponownie skupiły uwagę na regionie Azji Wschodniej i Pacyfiku. Pekin zarzucił Waszyngtonowi, że przyjęta strategia, którą Biały Dom określa jako „zbilansowanie” sił, ośmieliła Japonię, Filipiny i Wietnam do przyjęcia bardziej zdecydowanej postawy w trwających od dziesięcioleci sporach terytorialnych z Chinami.

Wrogie siły zachodnie

W dorocznym sprawozdaniu chińskiego ministerstwa obrony pod nazwą „Biała Księga” wskazano, że Chiny, pomimo ich rosnącego znaczenia, stoją w obliczu „wielu skomplikowanych zagrożeń dla bezpieczeństwa”. Jednoznacznie zasugerowano, że źródłem tego zagrożenia jest przyjęta przez USA strategia oznaczająca głębokie zmiany dla regionu. „Są kraje, które wzmacniają swoje sojusze wojskowe w regionie Azji i Pacyfiku, umacniają swoją obecność wojskową w regionie, stwarzając tam bardziej napiętą sytuację” – napisano w 40-stronicowym dokumencie, wyraźnie odnosząc się do Stanów Zjednoczonych.

W tym samym duchu wypowiedział się cytowany przez agencję Reutersa rzecznik chińskiego ministerstwa obrony Yang...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: