Egipt w obliczu próby sił

Od odsunięcia od władzy Mohammada Mursiego minął miesiąc, ale końca politycznego kryzysu nie widać. – Egipt znajduje się w decydującej fazie swojej historii. Są tacy, którzy chcieliby pociągnąć kraj w nieznane i doprowadzić do chaosu. Niektórzy chcą iść drogą krwi – powiedział w orędziu do narodu tymczasowy prezydent Egiptu Adli Mansur
 
Gdy 17 lipca szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton rozmawiała z jednym z liderów Bractwa Muzułmańskiego, Amr Darragiem, zapytała go, czy nie jest rozczarowany, że UE nie wspiera jego ugrupowania. „Nie oczekujemy wsparcia od nikogo. Liczymy tylko na siebie” – odparł Darrag, dając do zrozumienia, że Bractwo nie zamierza iść na żadne kompromisy i ustępstwa, a krwawe wydarzenia były jedynie tego potwierdzeniem.
 
Tyrania udająca demokrację
 
Te dwa krótkie zdania powinny spełnić funkcję swojego rodzaju soli trzeźwiących dla zachodnich polityków, którzy bezrefleksyjnie wspierali rebelie w Tunezji, Libii i Egipcie, pomagając w wyniesieniu do władzy najbardziej radykalnych elementów islamskich. Dla islamistów – czego kompletnie wydają się nie rozumieć liderzy zachodnich państw – demokracja jest niczym innym jak tylko narzędziem pomocnym w narzuceniu swojej władzy całemu społeczeństwu.
 
Liderzy Bractwa Muzułmańskiego nie próbują wnikać w istotę demokracji, która w ich rękach, pozbawiona jakichkolwiek odniesień do uniwersalnych wartości i norm moralnych, stała się tyranią. W czasie ich rocznych rządów szczególnie boleśnie doświadczyli tego egipscy chrześcijanie. Mursi, który wobec zachęt podjęcia współpracy z opozycją odwoływał się jedynie do legitymizmu swojej władzy, wydawał się mówić: wygraliśmy demokratyczne wybory, więc wszystko nam wolno, możemy narzucać wszystkim szariat, prześladować Koptów, a nikomu nic do tego.
 
Szczególnie zagadkowa w tej kwestii jest postawa prezydenta USA Baracka Obamy. Po odsunięciu od władzy Mursiego powstrzymał się on...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: