Uśmiechnięta Europa Eriki Steinbach

Jaką konwencję przyjęłoby takie muzeum? Czy dokumentowałoby i piętnowało proces zakłamywania historii, czy też chwaliłoby manipulację jako metodę polityki historycznej? Trudno powiedzieć. Wszystko zależy od tego, jak o prawdę historyczną będzie walczyć sama Polska. Na razie rząd Tuska robi w tej dziedzinie niewiele, tak jakby historia przestała interesować historyków, gdy tylko doszli do władzy. Uznali, że przeszłość jest przeszkodą w budowaniu przyszłości. Akurat odwrotnie myślą nasi sąsiedzi. To praca nad pamięcią historyczną ma pomóc odbudować im wpływy kosztem tych, których nie tak dawno napadli.

Bo choć mówi się, że historię piszą zwycięzcy, to jest też tak, że wygrywają ci, którzy piszą historię.

Wypędzeni kolonizatorzy

Niemcy są na dobrej drodze, by przejąć tu inicjatywę. Angela Merkel w czasie ostatniego spotkania Związku Wypędzonych zapowiedziała rychłe rozpoczęcie budowy muzeum, które miałoby być poświęcone przesiedleniom – przede wszystkim Niemców – po II wojnie światowej. Zapewniła także zwiększenie finansowania placówki o 50 proc. Przy tej okazji podziękowała Steinbach za „budowanie mostów między Niemcami a Europą Wschodnią”. Warto tu przypomnieć, że jak wykazali historycy, na 13 założycieli Związku Wypędzonych 11 to byli członkowie NSDAP.

Jeszcze w 2009 r. wiadomość, że Steinbach znajdzie się w radzie programowej planowanego centrum wypędzonych, elektryzowała polskich polityków. Władysław Bartoszewski krzyczał: „Ja albo Steinbach!”. „To tak, jakby Watykan mianował pełnomocnikiem ds. stosunków z Izraelem biskupa Williamsona, który zaprzecza istnieniu Holokaustu” – mówił. Zapowiadał wtedy retorsje ze strony rządu polskiego, z odwołaniem zapowiadanych wizyt włącznie. „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Rząd Donalda Tuska odsunął od kierowania polsko-niemieckimi instytucjami germanofobów. Oczekujemy tego samego od strony niemieckiej” – powtarzał. Steinbach się ugięła i stwierdziła, że na razie (...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: