Zamach w wyniku konsultacji

Komunikaty rosyjskiego Komitetu Śledczego i polskiej prokuratury w sprawie badań na obecność śladów materiałów wybuchowych tylko pozornie wydają się sprzeczne. Przed kilkoma dniami rzecznik Komitetu Śledczego Rosji Władimir Markin oświadczył, że „przeprowadzona wspólnie przez specjalistów z Rosji i Polski nowa ekspertyza szczątków polskiego Tu-154M nie wykazała na nich śladów wybuchu”. Kilka godzin później Naczelna Prokuratura Wojskowa (NPW) wydała komunikat, w którym napisano: „Polscy biegli oraz prokurator wojskowy nie uczestniczyli na terenie Federacji Rosyjskiej w żadnych badaniach (tym bardziej – laboratoryjnych) pod kątem wykrycia materiałów wybuchowych”.

Komentując tę sytuację, Antoni Macierewicz uznał, że „może chodzić o próbę narzucenia stanowiska polskiej prokuraturze na przyszłość”. Szef zespołu smoleńskiego dopuszcza również, że to Rosjanie mówią prawdę i będąc w posiadaniu ekspertyzy, „przy jej pomocy szantażują polskie instytucje organów ścigania i świat polityczny”.

Pozorna rozbieżność w sprawie trotylu

Warto zauważyć, że sprzeczność obu oświadczeń dotyczy jedynie wzmianki o „wspólnej ekspertyzie”. Z pewnością można w tym dostrzegać czynnik dyscyplinujący polskich śledczych oraz kolejny przejaw dominacji strony rosyjskiej. Nie ma natomiast wątpliwości, że na obecnym etapie organy śledcze obu państw są całkowicie zgodne, iż w pobranych próbkach nie było śladów materiałów wybuchowych. W tym samym dniu, w którym wydano oba oświadczenia, wojskowa prokuratura oznajmiła, że „pojawienie się na wyświetlaczu użytego urządzenia napisu TNT nie jest tożsame z wykryciem trotylu”, a w komunikacie NPW z 5 marca br. napisano, iż „biegli prowadzący badania laboratoryjne próbek, zabezpieczonych w Smoleńsku na przełomie września i października 2012 r., na obecnym etapie nie stwierdzili śladów materiałów wybuchowych”.
W tej zasadniczej kwestii nie istnieje zatem rozbieżność stanowisk polskiej i rosyjskiej...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: