Histeria w interesie Moskwy

Straszenie iskanderami należy do stałego repertuaru rosyjskich mistyfikacji militarnych. Kremlowscy propagandyści doskonale wiedzą, jakie reakcje wywoła wzmianka o rozmieszczeniu rakiet w pobliżu granicy z Polską, i od wielu lat umiejętnie rozgrywają identyczną sekwencję. Wypada się jedynie dziwić, że ta prymitywna gra wciąż okazuje się skuteczna i za każdym razem wywołuje zachowania pożądane przez Rosjan.

Już w 2009 r. prezydent Miedwiediew groził, że „w razie budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach Moskwa rozmieści dodatkowe rakiety krótkiego zasięgu w obwodzie kaliningradzkim”. Poskutkowało. Barack Obama podjął decyzję o odstąpieniu od budowy tarczy w wersji preferowanej przez administrację republikańską. Rok później informacja o iskanderach znów posłużyła do szantażu. Skutecznie – datę rozmieszczenia baterii antyrakiet w Polsce przesunięto na lata 2018–2020, a nawet zaproponowano Moskwie zapoznawanie się ze szczegółami systemu przeciwrakietowego. W styczniu 2012 r. „Rossijskaja Gazieta” i „Niezawisimaja Gazieta” znów straszyły obecnością iskanderów w obwodzie kaliningradzkim. Miały się tam również znaleźć radary nowej generacji oraz systemy naprowadzania.  

Jak Sikorski wypełnił niemiecko-rosyjski plan
W tym samym czasie rząd Donalda Tuska konsekwentnie realizował rosyjsko-niemiecki projekt otwarcia granicy z obwodem kaliningradzkim i uczynienia z tego najbardziej zmilitaryzowanego miejsca na świecie, rosyjskich „drzwi do Europy”. U podstaw projektu (wytyczonego w roku 2009 przez Ławrowa) leżała koncepcja reaktywacji Prus Wschodnich. Pozostający pod władzą Rosji obwód chłonąłby niemiecki kapitał, dając w zamian dostęp do rynku rosyjskiego i stając się głównym narzędziem w umacnianiu politycznego przymierza Rosji i Niemiec. Pomysł był aktywnie wspierany przez związek „wypędzonych” z Prus Wschodnich i należał do priorytetów polityki Angeli Merkel. Wykonanie przedsięwzięcia...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: